poniedziałek, 11 lipca 2016

ZAKUPY CZ.2

Jak już wspominałam - nie ma jak zakupy. Dla nich to zrywałam mą męską Rodzinkę o 5 rano(co trudno im  było zrozumieć), by pędem jechać do 'małego ośrodka' i tam rzucić się w wir zakupów w towarzystwie mieszkającej naprzeciw sklepu ze wszystkim, mydłem, powidłem, a zwłaszcza ciuchami, Przyjaciółki Belli - blond laski. Jeśli ma się taki ulubiony sklep, zwany potocznie 'Ciuchlandem', a dystyngowanie 'second-handem',a w naszym rodzinnym Małym Ośrodku 'Galerią' (bo prawdziwych galerii handlowych tam nie ma);),to może być lepszy od Centrum Handlowego, bo można nie bać się,że Małżu zobaczy metki i wyciąg z konta.....Zresztą,tam zawsze jest kolorowo,wesoło i tłumnie.....Tak się śpieszyłam, że zaczęło lać i burza z piorunami, więc wzięłam samochód i bardzo ostrożnie wyjeżdżając z bramy zahaczyłam o mur domu obok i kolejne obtarcie auta do kolekcji;\tym razem z tyłu, czego Mężu jeszcze nie wie,a jak czyta potajemnie mego bloga, to się dowie i stwierdzi, że już nigdy, ale to nigdy nie będziemy mieć lepszego auta, tylko będziemy jeździć gratem, aż się rozpadnie, bo z moimi zdolnościami, to nie warto.....
W sklepie jak zwykle nakupiłam cały wór i wydałam wszystkie pieniądze co ze sobą miałam, bo tam tylko gotówką się płaci, więc całe szczęście,bo bym z torbami poszła, jakbym mogła płacić kartą bez limitu..... Z moją zakupową Przyjaciółką Bellą tylko się przebierałyśmy i nawzajem doradzały, ona mi wynalazła śliczną różową bluzeczkę rozpinaną w kwiatki, ja Jej buty. Co prawda ich nie kupiła, bo ma sto innych, bo ma ten sklep naprzeciwko i może go częściej odwiedzać, ale za to zdecydowała się na różową pelerynkę przeciwdeszczową, która się przydała przy wyjściu, bo znów lało.....
Ja byłam tak przeszczęśliwa zakupami i w szale oglądania włożyłam telefon do kieszeni i tym razem nie uszło mi to płazem, bo wyskoczył z niej wkrótce i walnął się prosto na płytki, kończąc z szybką w drobnym maku..... Więc kolejna strata w tym wesołym dniu, oprócz stówy za zakupy, kilka kolejnych pójdzie na szybkę telefonu i auto(ale to kiedyś,kiedy zauważy Małżu).Teraz muszę pilnować,by twarzy nie poharatać pęknięciami szybki.....W tej ulewie z torbami zakupowymi podjechałyśmy pod cukiernię, gdzie poszłyśmy świętować udane łowy.
Doszła do nas Przyjaciółka w ciąży El (więcej o Niej w kolejnych postach),ale też laska;) i we trzy jak zwykle zmitrężyłyśmy ok.3 godziny, bo tyle zajmuje obgadanie najbardziej podstawowych spraw i wieści..... Zmitrężyłyśmy smakowicie, bo z kawami i herbatami i bezami z owocami:):P (I tak to przerwa na kawę zbytnio się przedłuża i na nic więcej po niej już nie ma czasu)
Gdy wychodziłyśmy już nie padało i słoneczko przyświecało i Przyjaciółkę ciążową odwiozłam, mimo że się wzbraniała,bo zna moje umiejętności kierownicze, ale się starałam w nic nie wjechać,bo wiadomo wiozłam Dwupak ;)Bella się nie zmieściła do tych toreb z zakupami, dwóch siedzonek,bałaganów i resztek jedzenia,więc poszła sobie, bo blisko ma wszędzie, nie tylko do sklepu.....;)
Ja też wróciłam do domu Rodziców, gdzie reszta siedziała i czekała na moje łupy.....;B
Wszyscy tylko siedzą w domu..... ;> (i czekają aż wrócę, aby wreszcie z niego wyjść ;B)

6 komentarzy:

  1. Eh laski... Nie ma to jak chwila relaksu. A Małż nawet jak nie czyta, to podejrzewam, że i tak się skądś dowie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby nie z najbliższych źródeł..... ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. no no laski mam nadzieje na powtórne zakupy i kawkę niebawem pod koniec miesiąca lub w sierpniu ?? :) a swoją drogą pokazałabyś swoje zdobycze :) pewnie koło nosa przeleciały mi moje ulubione "przydaśki" do kartkowania buuu

    OdpowiedzUsuń