sobota, 30 lipca 2016

SIEDZĘ W SZPITALU.

Tak dla odmiany i urozmaicenia.....;) Co tu dużo mówić, pogorszyły się wyniki, decyzja zapadła i zostałam przywiezione do znajomego już szpitala,gdzie leżałam kilka razy. Sobota,więc tłumów nie ma. Miałam szczęście,bo położyli mnie w czteroosobowym pokoju i wolne było łóżko pod oknem ;)
Co prawda towarzystwo aż licho,bo 3 babcie, w tym jedna w stanie całkowitego leżenia i dezorientacji pod tlenem, ale ponoć spokojne,a to się liczy, bo jak taka babcia zacznie nocą śpiewać marsza i wykazywać chęć pójścia na potańcówkę,to jak nic noc zarwana.....(miałam tak,wiem co mówię!)
Wreszcie mam mnóstwo czasu na pisanie, za to zero atrakcji, czy nabywania wrażeń (chyba że babiszon zaczyna schodzić.....wtedy jest akcja,że heeej.....)
Zanim przywiązali mnie do kroplówki, wybrałam się na spacer korytarzami szpitalnymi do sklepiku, kupując po drodze pyszne Capuccino,do którego nie mogłam dobrać wieczka,a ze pani mi nie dała, to tak szlam i na schodach zostawiałam ślad kawowy,bo ręce mi się trzęsą z rożnych niedoborów,jak starości, nie radości.....
Kawa była droga,ale pyszna,do niej wystałam się w sklepiku za drożdżówką z budyniem,bo wszystkie chyba pielęgniarki zleciały się robić zakupy na miesiąc ,kilo mięcha,pomidorów i kartofli.....!!!!!
Po tym atrakcyjnym spacerze zostałam przyszpilona do łóżka i już mogłam wyglądać jak chora,bo wcześniej babcie podejrzewały,że przyjechałam na wczasy.....(taka młoda,to co jej dolega,wszystko jeszcze może -nie upieram się,tylko niechże te wyniki się poprawią!!!!!)Właściwie to chyba uważają,że im do wysługi jestem tu dana,bo jestem zamykaczem okien,otwieraczem drzwi,podawaczem talerzy,odbieraczem napojów i wszelkim -naczem. Chyba powinnam jęczeć i zawodzić,wtedy lepiej bym udawała chorą.

Do zaległej babci,przyszła córka z synem,to się nasłuchałam..... Ta kobieta to dopiero jest wymagająca.....Chłop raz rzekł,że się spieszy,to cały czas powtarzała :'to idź już sobie skoro tak się spieszysz!'a gdy mimo to chciał rozruszać mamie ręce,to w końcu wrzasnęła:'Na miłość boską, jak ty nie wyjdziesz,to ja wyjdę!' Chłop się poddał i wyszedł bez słowa.....Kobieta natomiast jak tylko pielęgniarkę gdzieś ujrzy zaraz jej dyrygować: ja tak nie karmię,ja to robię inaczej,ja ją muszę przebrać, tu potrzeba tego,tam tamtego-no nic dziwnego,że wszyscy się wpieniają,taka jest upierdliwa.....jeszcze nam okno zamyka,bo przeciąg.....a co tam,lepiej się ukisić w 30'upale!!!!!

Chyba sen mnie bierze,bo gorąco tu,a po obiedzie ,na który składała się jakże lekkostrawna zupa pieczarkowa,a także kartofle z sałatą utaplaną w śmietanie i pomarańczowy sos z 1 małym kawałkiem (1cm na1cm) pływającego mięsa samotnie widniejącym na środku talerza.....
Tyle że jak tu spać ,jak od pól godz.probują się wkłuć w leżącą babcię,a jej wszystkie żyły pochowały się po kątach i można by rzec,że wolą umrzeć niż się wyłonić.....
A córka-cholera wlizła i oświadczyła jeszcze tym biednym pielęgniarkom,że jak nie umieją się wkłuć,to ona poprosi kogoś z anestezjologii.....oj,trzeba mieć cierpliwość do tej pracy,ja to je podziwiam.....
Pójdę więc sobie,pójdę hen, aż na 5 piętro malować paznokcie u nóg na balkonie, w końcu czy będąc w szpitalu muszę wyglądać jak blade zombie w rozciągniętej koszuli i żółtych pazurach?!?!
Rzęs nie malowałam(opieprz bym dostała,jakby tusz się roztarł na poduszce),ale uczesać się to nawet wypada,a czemu nie założyć różowej bransoletki? Zawsze to jakaś kolorowa namiastka normalności.
Już nie wspomnę,że nabrałam tyle ubrań,że Wujek się uginał pod moją torbą i będę miała tą radochę,by codziennie ubrać się inaczej i zacząć dzień w innym kolorze. Dziś bluzeczkę też mam różową i taką też nadzieję na pozytywne rezultaty tej kuracji.

                                           


                                                 


                                                Taras szpitalny. Tu da się wytrzymać w upały




                                      


                  A to torebeczka z "pocałunkiem"Klimta od Mamusi. Również poprawia mi nastrój.:)
                                                  

4 komentarze:

  1. Nie daj się starym dziwom leniwym, pojęcz trochę w nocy, to dadzą Ci spokój i same będą Ci usługiwać. Ciekawe takie informacje "od środka" szpitalnych pieleszy, skoro już musisz tam siedzieć, czekam na dalsze relacje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie da rady.moze być tylko gorzej.trza uciekać!8B

    OdpowiedzUsuń
  3. ło rany taki manicure w szpitalu to można ???????? ja jak wędrowałam rodzic dzieci to kazali zmyć wszelakie malowidła z pazurków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stałym bywalcom już w paznokcie nie zaglądają.....

      Usuń