A potem, też dla harmonii, są poniższe wypady.
Imprezy dla Dzieci są dla Nich - jak sama nazwa wskazuje, ale czasem Rodzice też mogą uszczknąć coś dla siebie.....
Jechałam na spotkanie w pracy Męża pracowników z rodzinami z myślą, że może dostanę tam choć dobrą kawę i nie pomyliłam się :)
Właśnie oddali im nowy budynek i nim też chcieli się pochwalić, więc różne zabawy i atrakcje były porozrzucane na kilku piętrach.....
Gdy wjechaliśmy na 21sze dostaliśmy balony i jakieś pianki w czekoladzie, po czym Małż zaprowadził nas do kawiarni, gdzie mogłam sobie wybrać tą upragnioną kawę , a Dzieciaki puścić na malowanie kredkami, po watę cukrową, na bujane fotele, po lody i gofry itd itp. Oczywiście trzeba było rzucać na nie okiem, a nie gapić się na widok z okien z tą mrożoną kawą w dłoni, bo zaraz Os się gdzieś wywalił i podniósł raban na całą kawiarnię..... No ale , wszyscy zauważyli , że przyszliśmy.....
Gdy już najadłam się gofrów do kawy poszliśmy 'zaliczać' atrakcje, bo Borsuk rwał się do nich, rzecz to jasna i oczywista..... Małżu brylował w towarzystwie : 'no cześć, jak tam? hejka, co słychać? hahahah, hihihi, hehhehe, a co Ty tu robisz? ale masz duże dzieci!!!!! a to moja żona - eee, gdzie ona poszła - właśnie wychyliłam łeb spod stołu, gdzie wylądowała zielona wata cukrowa, którą Osek stanowczo pogardził - Cześć, miło poznać.....' tak więc, w rezultacie zostawiłam Mu Małego Żuka, niech się produkuje towarzysko, ale z Nim; a ja ze starszym i rozumniejszym (przy którym , zakładając że znajdzie Mu się dobrą zabawę, można spokojnie wypić kolejną kawę ;) poszliśmy zwiedzać.....
Na 26tym piętrze były poukrywane zagadki, które prowadziły do walizki pełnej słodyczy, więc Wi zabrał się za poszukiwania, a ja Mu pomagałam (podpatrując i podsłuchując odpowiedzi u innych , które wpisywało się na swoje karty konkursowe, bo inaczej w życiu byśmy nie odnaleźli odpowiedniej ilości chorągiewek poukrywanych w biurze). W międzyczasie Małżu dotarł też na to piętro i tylko mijaliśmy Go, to z jakąś grubą babą na kanapie, to z jakimiś laskami przy wejściu, aż się zastanawiałam czy Osa nie zgubi.....
Nawiasem mówiąc miałam krótkie czarne spodenki i do nich obcasy w panterkę ;D i właściwie ze wszystkich tych bab tylko ja miałam obcasy!!!!! Owszem trafiły się koturny czy jakieś lekkie podwyższenia, ale poza tym null. Czyżby na co dzień wszystkie śmigały w szpilach, aby w sobotę ubrać wygodne łapcie i olać system..... hmm coś w tym jest, ja na co dzień w łapciach, to se wreszcie paniusia szpilki założyła i paraduje, jak stróż w Boże Ciało..... Pod sam koniec pocieszyła mnie jedna pani w kolorowej sukience i takich samych kolorowych sandałkach na obcasach, więc całkowitym wyjątkiem nie byłam, ale to wszystko też dla/przez Małża, który zawsze powtarzał jak to beznadziejnie się nogi prezentują, jak jego koleżanki chodzą w balerinach czy mokasynach.....
Szpilka trochę ucięta na zdjęciu, ale była.
Buty z przodu. Wesoła panterka ;)
Zgarnęłam tedy mego Małża i zaciągnęłam do foto-budki, by zrobić parę rodzinnych zdjęć. Wyszedł z tego niezły miszmasz, ale zabawa przednia : Małżyk z miną zblazowaną w srebrnym kapeluszu, ja w różowych okularach, Osek z ciastem na głowie, Wii wkurzony że Mama się na Niego przewala, w okularach w kształcie trefla itp ..... zaraz były gotowe i polecieliśmy dzieci zamykać w wielkich bańkach mydlanych, których nie sposób było uchwycić na zdjęciach, bo zaraz pękały.....
Była jeszcze sala kinowa, sterowane samochody, złote tatuaże (które zaraz się Borsukowi odkleiły;/),wylepianki, wyklejanki, tworzenie nowego logo firmy - Mama czynnie uczestniczyła w tym tworzeniu, zwłaszcza za Osa - i czekanie na losowanie nagród za obrazki. Jak się okazało, że Wi nie został wylosowany, to się obraził i zażądał swego rysunku z powrotem, na nic tłumaczenia, że to ma zostać do ozdoby.....
Oczywiście aby zapobiec histerii skoczyłam w kłąb tych karteluszków, kredek i innych ozdób szukając jego czterech węży - każdy grubszy od poprzedniego - że to niby Mama, Tata i 2 synki.....
Ciekawe, który to jestem ja.....
Wróciłam, ściągnęłam szpilki, po których mam teraz zakwasy w łydkach, i ekscytowałam się pół dnia tą ich darmową kawiarnią, pełna jeszcze kofeiny i cukru ( w końcu wypiłam ze 3 kawy i zjadłam 5 lodów+ 3 gofry ;B :O :/)
Takie wypady z dziećmi to ja rozumiem.....
Widok z okna z Taty pracy..... (powiedzmy..... ;)




Malunki są najlepsze... Pamiętam jak mój siostrzeniec narysował całą naszą rodzinę i wyglądaliśmy wszyscy jak tasiemce ;)
OdpowiedzUsuńKrótko był największy?
OdpowiedzUsuńMiało być kto..... ;)
Usuń