Taka już jestem : 'jak żaba okres', 'stonka wykopki' - to najmodniejsze.....
Ale tak, przeżywam strasznie nieprzyjemne zdarzenia i katuję się nimi długo po fakcie.....
Z sąsiadami to różnie bywa, ale mamy takich jednych na naszym korytarzu, którzy się strasznie panoszą, a za każdym rozliczeniem wychodzi, że czynszu nie płacą i mają straszne długi.....
(nie, to nie Ci od kota ;)
(nie, to nie Ci od kota ;)
Już pomijam fakt, że ponoć ich mieszkanie zostało zlicytowane, nowy właściciel nie pokazał się od roku, istnieje jakby tylko na papierze, a oni dalej tam mieszkają.....
Nazywamy ich 'Łysi", bo facet nie ma włosów, jest duży , przybyczony i zamulony - nigdy dzień dobry nie mówi i takie tam....
Z nią wydawało się normalnie. 'Witam sąsiadkę', 'ładna pogoda', 'słodkie dzieci'.....
Swego czasu chcieli nam sprzedać magazynek na rupiecie (ona wtedy w ogóle do rany przyłóż, taka miła), ale wycofali się z tego gdy mój Małżu powiedział, że chętnie kupimy, ale nic bez notariusza się nie obejdzie.....
Widocznie legalne interesy im nie pasują.....
To gwoli wstępu.....
Schodzę sobie w poniedziałek, jak co dzień, do wózkowni z Osem, wyjąć wózek i po Wii do przedszkola się udać, a tu w wózkowni Łysa układa rowery..... Oczywiście czuprynę ma solidną i rozczochraną zwykle,jak wściekła lwica ( w kolorze też zbliżoną), więc przezwisko po mężu przejęła.....
Wchodzę do niej, witam się , a ta do mnie - czy to twój wózek? (tak się składa, że jest tam tylko 1 mój wózek, bo wszyscy mają już starsze dzieci i tylko rowery ich leżą)
-Tak, mój.
-To chciałam Ci powiedzieć, bo mojemu synowi porysował rower i on mi to udowodnił i ja sobie nie życzę, chyba zamontuję tu kamery, żeby nie szarpać naszym rowerem i go nie przewracać, i w ogóle to się już nie mieści w głowie, ja na to nie pozwolę, by nam rowery niszczyć!
-Ale co ty w ogóle opowiadasz??!! -stoję jak wryta i ledwie mogę wejść jej w słowotok!
-Co ja opowiadam? To właśnie! Czy nie możesz tego wózka na korytarzu,jak wszyscy normalni trzymać, a nie tu zawadza i przeszkadza wszystkim!
- Ale to jest wózkownia, a raczej wózkarnia - jak zresztą podpisane na ścianie - to chyba przede wszystkim jest na przechowywanie wózków!O co ci w ogóle chodzi??!!
- Acha, wózkarnia, acha, ty tu krótko mieszkasz i nie wiesz jak jest. Te rowery nasze mają tu stać , tak jak je położyłam przy wyjściu, bo jak nie to następnym razem wezwę straż miejską i mnie to nie interesuje!- i wyszła z klatki do swojej trójki dzieci, które zamalowywały chodnik kredą przed wejściem.....
Ja stałam jak ten głupi, oszołomiona i zdenerwowana, Osio w sumie też, bo nie wiedział co to za babsko się żołądkuje, wzięłam ten wózek trzęsącymi się rękami, załadowałam Malca i wyszłam.
Mijając ich usłyszałam jeszcze jak rozmawiała przez telefon prawdopodobnie z Łysym, że własnie powiedziała i zobaczymy.....
Zważywszy na to i na dzieci, które z nią były, nie rozpoczynałam już żadnych rozmów, choć w pierwszym momencie miałam taki zamiar,że chyba kompletnie ją porąbało, o co mnie ona oskarża i co z tą strażą?! Że ona insynuuje, że mój wózek podrapał jej rower?????!!!!! 8O
W sumie strażnik mógłby się popukać w głowę.....
Mimo tych przemyśleń poszłam do przedszkola cała roztrzęsiona, załamującym się głosem wyżaliłam się Małżowi do telefonu, który oczywiście kazał mi w ogóle się tym nie przejmować (ciekawe jak?),
miałam zepsuty cały dzień tymi jakimiś szykanami ze strony tej wariatki.....
Na szczęście wracając z przedszkola spotkałam Dori (sąsiadkę z dołu) i zapytałam ją , czy mój wózek komuś przeszkadza w wózkowni, po czym opowiedziałam jej całą sytuację, a ona mi uświadomiła, że ta dziewczyna jest taka nienormalna, że ma napady, raz jest miła, a raz nie wiadomo czego chce,że już bywało, że zrobiła ludziom awanturę o nic, że oni się trzymają od nich z daleka i w ogóle jak ona śmie opowiadać takie rzeczy, w wózkowni zawsze się te rowery przewalają i kto trzyma tam rzeczy , musi się liczyć z tym , że jak dzieciaki tam je rzucają to nie zawsze robią to delikatnie.....A tym bardziej co się mnie czepia jak ja tylko wózek tam wprowadzam i w ogóle się nie interesuję rowerami.....
Trochę mnie podniosła na duchu, bo zaczynałam się czuć jak intruz, a gdy druga z parteru potwierdziła mi później to samo, to nawet już mi się trochę śmieć z tego chciało - ja naiwna, wychodzę grzecznie , coś miłego o dzieciach chcę zagadać - to dostałam ' w pysk' i mam swoje grzeczności.....
Nazbierało jej się , że nie chcieliśmy na lewo kupić od nich magazynku, to ulało się na mnie w innej formie.....
Pewnie i ona nagadała, że komuś prąd wyłączaliśmy i nie chce myśleć, co jeszcze wymyśli, aczkolwiek cieszę się , że pokazała swą prawdziwą twarz, bo już wiem z kim mam do czynienia.....
Pewnie będę jej unikać jak ognia,a potem czuć się nieprzyjemnie, ale chyba nie warto nerwów strzępić na kłótnie z ludźmi niezrównoważonymi; zwłaszcza że to nie tylko moje zdanie.....
Czy warto?
Na razie wyjechałam do Rodziców , może tu się do tego bardziej zdystansuję, bo jakieś bezsensowne nerwy bardzo źle wpływają na moją kondycję psychiczną, która jest słaba, bo wyniki badań znów fatalne, normy podwyższone dziesięciokorotnie i pewnie szpital w najbliższej przyszłości, obym wytrzymała do po Świętach, bo nie chcę spędzić ich w szpitalu jak rok temu.....
W drodze do domu na niebie wykwitła przecudna tęcza i tym też zakończę ten ponury post.
Zawsze to nadzieja na lepsze.
Także teksty.....

Co za głupi, bezczelny babsztyl!
OdpowiedzUsuńco za bezczelna baba napadać niewinnych w środku dnia, następnym razem nim gębę otworzy to z liścia takiej
OdpowiedzUsuńDzięki Wielkie! Tego mi właśnie trzeba, chociaż tu ją poobrzucam błotem!!!!! Tyle mogę.....
OdpowiedzUsuńSą ludzie i parapety, a dodatkowo jeszcze nieszczelne babska. Z taką babą to nawet w kiślu nie chciałbym się siłować...
OdpowiedzUsuńO taaak! Mogła by gryzc.....
Usuń