czwartek, 20 kwietnia 2017

GADANIA,BADANIA

Dzień za dniem sterydy dodają mi energii.
Albo to te 'super ' śniadania, które uwielbiam dokumentować.....

                                                                 

Oto jedno z nich - w talerzu mleko , w którym pływały kluski.
Obok moja codzienna porcja pigułek - wcale nie największa.....
W garnuszku herbata i - uwaga! - nawet jabłko!!!!! ;)

 Po pierwszym kopiastym wlewie leku za nic nie mogłam usiedzieć w sali,dobrze że miałam odwiedziny,bo po 13-tj przyszła do mnie Mary i siadłyśmy sobie w kawiarence na kawie latte z serniczkiem z pomarańczami. Pogadałyśmy zaledwie 40 minut,a już musiałam lecieć na prześwietlenie klatki piersiowej,poprosiłam Mary by poczekała i poszłam na 2 piętro,oczywiście w złą stronę,bo znalazłam usg i pani musiała mnie skierować w stronę przeciwną.
Pod pracownią siedziała już ortodontka,więc dobrze trafiłam.
W 5 minut prześwietlili 2 panie,potem 10 min prześwietlali jedną (chyba wszystko jej prześwietlali.....), po czym zostałyśmy: ja z chrapliwą ortodontką i pani na wózku z innego oddziału.....
Po chwili techniczna wyszła i znikła na 5 min.
Wróciwszy zawołała panią na wózku ,nie nas, co byliśmy wcześniej.
Pytałam pielęgniarza, który ją przywiózł, ile tych zdjęć ma,ale powiedział,że tylko klatkę piersiową.....
Po czym dodał,że jeszcze kilka do dowodu..... ;)takie żarty.....
Wyszła szybko, ale techniczka za nią i znikła w gabinecie , a my dwie na pustym korytarzu czekałyśmy jak te głupie.....
Zadzwoniłam do Mery,że jeszcze to zejdzie ,bo już pół godziny na mnie czekała i może by przyszła do mnie ,to tu pogadamy.
Stałam pod tym gabinetem i słyszałam jak się śmieją w środku,że wnunio jednej kupki robi ,dużo je itp. a my tu czekamy.....
W końcu przed godziną trzecią się wpieniłam i poszłam do niej,pytam a ta mówi,że nikt nie zgłaszał nas.....
Widzi buka, że dwie siedzimy,korytarz pusty, a dwa skierowania leżą jej przed nosem i jeszcze ortodontka mówiła,że pielęgniarka nas zgłaszała,a ta zalega na stołku i o kupkach nawija.....
Ech, ruszyła się w końcu ostentacyjnie podkreślając,że nie jej to wina i zrobiła nam te zdjęcia w trzy minuty. Półnagie przytulenie się do płyty i po sprawie.....
Ale z Mery i tak już zmierzałyśmy do wyjścia, bo musiała iść po swą malutką Córcię do przedszkola.....
Po południu skoczyłam na kawę z automatu i obżarłam się rogalikiem z nadzieniem waniliowo-czekoladowym -niebo w gębie.....
Gadałam przez telefon z Mami, potem paniami z mojej byłej pracy,a tu z windy wychodzi Słoneczko -choć to już  19-ta była!
Jupi, co za miła niespodzianka, na dodatek przyniosła mi prezent -koszulkę,choć twierdziła ,że nie jest tak ładna jak ta, która zaginęła na niecnej poczcie i którą pewnie zakosiła pani odbierająca tą koszulkę, bo bardzo była zainteresowana co to Słonko pakuje,a potem zabrała i powiedziała,że sama oblepi znaczkami z napisem "polecony". Dziwne rzeczy się czasem dzieją na poczcie, naprawdę trzeba pilnować, to już druga fajna rzecz,która do mnie nie doszła, wcześniej Ana wysyłała mi robione przez siebie karteczki,bym mogła wysłać paru osobom.Też nigdy nie doszły.....
Koszulka jest ze słodziakiem kociakiem szaraczkiem z bardzo niebieskimi oczkami:D nawet ją dziś nałożyłam:)

                                                                             

Oto ona (koszulka) i ja (właściwie to w kiblu..... %)

Wzbudza uśmiech i sympatię (koszulka. ja czasem też ;)
Wypiłyśmy kawki herbatki automatowe przy tarasie z batonikami śliwkowymi,ale tam jakiś facet kurzył papierochy,więc przeniosłyśmy się na ławki przy wejściu do szpitala,bo nie dało się oddychać......
Słonko ma teraz bardzo ważne referaty do wygłoszenia w weekend i je przeżywa, ale na pewno świetnie Jej pójdzie..... ;)

Kolejny dzień zleciał więc bardzo intensywnie, co prawda zasnąć nie było łatwo , bo chrapliwa ortodontka zaczęła kaszleć strasznie i co mnie sen brał,to wyrywało mnie z niego gwałtowne kaszlenie tejże, a po trzech takich sytuacjach, całkiem się wybudziłam i niewątpliwie się wkurzyłam.....W końcu pielęgniarce, która przyszła powiedziałam,że może by pani coś na kaszel dać,bo tak się męczy..... I jak przyszedł lekarz do niej z pytaniem jaki to kaszel,to mówi że mokry,a jak zapytał czy jej przeszkadza, to ta na to, że jej nie , ale chyba dziewczynom z sali.....
Chyba?! A poza tym nos jej się zatyka i to też przeszkadza..... No proszę,znaczy że chyba wie,że chrapie jak lokomotywa.....
W końcu przynieśli jej tabletkę na kaszel i chyba ją zjadła, bo jakoś wreszcie przed dwunastą zasnęłam nie budzona wreszcie salwami kaszlu.....

5 komentarzy:

  1. Nie chcę nic mówić, ale te pobyty szpitalne przeplatane spotkaniami, pogaduszkami, kawkami i serniczkami wyglądają zachęcająco...😎

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba kolorowych rzeczywistość inaczej byłaby bardzo szara.....:>

    OdpowiedzUsuń
  3. Szpital ma chyba podpisaną umowę z automatem do kawy i piekarnią rogalików i specjalnie serwują takie pożywne śniadania...

    OdpowiedzUsuń