wtorek, 18 kwietnia 2017

SZPITALNE ŁÓŻKO

Witam serdecznie - relacja na żywo ze znanego i lubianego szpitala! ;)
No dobra, to nie rzeżucha mnie tu wysłała,tylko wyniki kiepskie.....
Miałam dyspensę na Święta - tyle radości ,że w domu :)ale po nich pora pokutować.....

Salę mam małą 4-osobową i jakimś cudem panie młode, żadna nie umierająca.....
Co prawda  czterdziestoparoletnia ortodontka z lewej strony, dała popis chrapania już w dzień,więc marne szanse na przespaną noc,ale wszystkie normalne. Chyba,bo ta ortodontka po psychiatrach latała,jak wyszło w wywiadzie.....
Poza tym jest dziewczyna w moim wieku na diagnostykę i pani około pięćdziesiątki,co tu święta spędziła ,taki typ hipochondryka,który ma zawsze najgorzej.....Już nie wspomnę,że łazi wszędzie w maseczce na twarzy.....
Panią chrapiącą też jej na złość zesłali, bo ona spać po nocach nie może.....
W rejestracji rano czekałam półtorej godziny na zarejestrowanie i pół dnia przykuta jestem do łóżka,bo niski potas miałam,ale ogólnie, w porównaniu z poprzednim pobytem zapowiada się lepiej.....

                                                                       

przykuta.....

Zdążyłam jeszcze przed przywiązaniem mnie do kroplówki  odwiedzić sklepik,gdzie zakupiłam rogalik z czekoladą i prosto z nim pojechać windą pod automat kawowy,by się pocieszyć kawką za 2,50 o sztucznym smaku;)
Zagubiony pacjent pytał mnie o chirurgię, to go pokierowałam na ścianę!
Bo się okazało,że przejście zamurowane.....
Spojrzał na mnie jak na wariata i nic już nie wspomniał,choć próbowałam tłumaczyć,że wcześniej było 'drożne';)

Na sali nawet pogawędki, między chrapaniami ortodontki.
Hipochondryczka opowiadała jak przeżyła strasznie konsultację ginekologiczną w gabinecie gdzie 12 doktorów sobie ploteczki uprawiało nad jej rozkraczoną na wszystkie strony 'cipuchną', ja się tak zasłuchałam,że oparta o ścianę nawet nie zareagowałam jak nadbiegły 3 pielęgniarki i lekarz......
To fakt ,że od paru chwil rozlegał się   przeciągły dzwonek,ale myślałyśmy,że to kogoś wołają gdzieś.....
A tu zespół pielęgniarski wali do nas i krzyczy co się dzieje!!!!!
A to tylko ja oparłszy się o ścianę, przygniotłam dzwonek i narobiłam alarmu na cały oddział,niemal jakbym zawału dostała....

Wieczorem odwiedziła mnie Maja,więc musiałam łazić ze stojakiem i kroplówką jak schorowana emerytka,ten potas schodził ponad 5 godzin!
Przez to nie mogłyśmy pójść na kawę i to mnie zdołowało.....
Naniosła mi ta niemożliwa Maja jakąś wielką bombonierę z alkoholem-czy zwariowała!?
Czekolada tłusta,a tu jeszcze alkohol , co całkiem mi trzustkę zabije!!!!!
Do tego syropki dla dzieci i fluid do twarzy -pewnie zabiorę się stąd tirem i umalowana elegancko.....ech.....
Ale dzięki naszym gadaniom wieczór nadszedł szybciej i mogę się szykować na ciężką,
przechrapaną .....noc.....

2 komentarze:

  1. Czytając Twojego bloga szłam korytarzem. Piszesz tak ciekawie, że weszłam prosto w zamknięte przeszklone drzwi...

    OdpowiedzUsuń
  2. 8O mam nadzieje, zes cała!!!!! ;)

    OdpowiedzUsuń