Staram się jak mogę, choć nie wiem, czy pójście z Mamą do ginekologa, to atrakcja, czy raczej coś z serii dziwnych zdarzeń, ale przecież nie zostawię Żuka samego, ani nie porzucę Go pod gabinetem.....
Pozostaję więc przy atrakcji, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach, kiedy to pani ginekolog non stop się na Małego oglądała, czy coś nie broi , mimo że siedział jak zaklęty, gdy ja leżałam na tym stojaku-wiatraku z nogami do góry.....
Trochę przesadzała, bo był całkiem grzeczny, w porównaniu do wizyty u dermatologa, gdzie pociągnął za kabelek wystający z szufladki i lampa jakaś naświetleniowa spadłą ze stołu, narobiła rumoru, (na szczęście się nie zbiła),a doktorka czym prędzej wypisała mi maść na dziwne zmiany, które pojawiły mi się po leku i szybko się nas pozbyła.....
Więc jak jest grzeczny, to po wizytach lekarskich, które są niebywałym wydarzeniem w mej monotonnej codzienności idziemy na kawę oczywiście!!!!!
Os dostaje rurkę z kremem, dwa samochodziki, wodę do picia i książeczkę , sadzam Go już na stałym wielkim fotelu i podczas gdy On pobawi się autkami, zje rurkę łyknie picia i zerknie w książeczkę, mam czas szybko, starając się nie poparzyć, wypić moje latte z rogalikiem francuskim.
Trwa to nie dłużej niż 7-10 minut,bo potem to już trzeba ganiać po lokalu.....


Fotel i my w różnych ujęciach,a nawet różnych dniach.....
(poducha wciąż ta sama, ciekawe ile w niej siedzi roztoczy.....)
Jako 'geniusz' atrakcji ;) zabrałam też Małych ostatnio na Targi Książki ;]
Bardzo się cieszyli, bo mogli pojechać tam kolejką i wejść na Stadion :>
Oblecieliśmy stanowiska gdzie można się pobawić piaskiem gumowym albo klockami na magnesy, po czym spędziliśmy większość czasu przy grach w kota łowiącego zwierzątka, czy łapanie foteli lub duchów w towarzystwie Wujka Amika, który na tych Targach bywa często 'od deski do deski'.
Co prawda nie grało się z Nim najlepiej, bo wszystko wygrywał, nawet gdy nie chciał (tak twierdził), a gdy już Żuczek za bardzo demolował te gry udaliśmy się na polowanie po balony i zdobyliśmy cenne dwa ( z bajkami mruczankami i sową mądrą głową), żeby nie było walki o to.....
Kolejnym punktem programu na Targach książki były fotografie z łażącym okiem i przytulanie wszelkich pluszaków, które się dały, Amik jako pasjonat i wielbiciel wszystkiego co z książką związane patrzył na mnie zdegustowany profanacją tego wydarzenia, a ja tylko chciałam ponapawać się tą atmosferą, upychając też przy tym Maluchy, bo inaczej nie poszła bym wcale.....
Przyjazne oko zachęcające do nauki angielskiego
Rumburak i Tęczowe Biedactwo
(proszę , jak zgrały się z charakterami Chłopców.....;)
Na koniec kupiłam maski borsuka i sowy (żuka nie mieli - wiecie co za niedopatrzenie!!!!!), zamiast naręcza ksiąg, jakie dzierżył Mój Przyjaciel (tu zaczął zastanawiać się, czy nie przestanie Nim być.....;P)
Za te maski dostaliśmy jeszcze zakładki do książek, ale Dzieci się tak rozhulały w zabawie z przyciskami udającymi odgłosy zwierząt, że aby uspokoić ekspedientkę kupiłam jeszcze breloczek z motylem.....
Wyszliśmy zmęczeni i umordowani, my Starzy, a Małe przeradosne poleciały bić się o miejsce na kolorowych ławkach, obsiadły wszystkie, nawet wpychały się na zajęte, a ja po raz kolejny stwierdzałam, że za małe jeszcze na te Targi.....
Wróciliśmy obładowani ulotkami, gazetkami i balonami, które oczywiście ja dzierżyłam w strachu , że uciekną Chłopcom pod tory, a Oni za nimi.....
Borsuk i Żuk / Sowa
Słodka menażeria.....





Sowa zjadła żuka;)
OdpowiedzUsuń