poniedziałek, 12 września 2016

RÓWNOWAGA PSYCHICZNA.

Grr grrr wszystko jak na złość! Coś mi się w palcu robi, zastrzał pewnie, oczywiście dziąsła mi przeszły, to co innego musi doskwierać, a dziąsła przekazałam Oskowi, więc chory, marudny, boli Go i noce są masakryczne, nieprzespane, wiadomo, Dzieci chore.....

Spadłam z chmury, rzeczywistość ściąga za tyłek,  bujanie w obłokach zawsze grozi upadkiem.....
Oczywiście robię co mogę, aby wymknąć się trochę z domu, bo psychika moja domaga się samotności lub dorosłego towarzystwa.....

Jednym ze sprytnych posunięć było umówienie się z Mon.
Małżu uprzedzony, że ma się spieszyć z pracy, stawił się w miarę wcześnie i myk myk , już mnie nie było, bo czekałam Nań ustrojona we wzorzyste niebieskie satynowe spodnie z pomarańczowymi kwiatami i pomarańczową bluzeczkę. Dzieci zostały przekazane, ukochane im bardziej oddalałam się od domu, zasmarkane (Wi), marudne (Oba), rykliwe (Oba), wymagające sprawdzania gorączki (Os) i wszelkich leków doustnych i donosowych (Oba). Przekazane w dobre ręce troskliwego Ojca, więc mogłam odetchnąć z ulgą letnim powietrzem i swobodą.....
Mon już czekała w umówionej pizzerni, wciąż załatwiając przez telefon milion spraw w związku z pracą( jako osoba publiczna, musi być ciągle pod telefonem). Elegancko, obcasy, czerwone spodnie w kant i dekolt, a włosy - co za radość - coraz jaśniejsze!!!!! Chyba nastrój Jej się bardziej poprawia w tej nowej pracy, co widać po Niej od razu!!!!!
Zamówiłyśmy przepyszną pizzę, po połowie innej każda, bo mimo wszystko mamy różne potrzeby (ja chciałam zjeść wszystko co było, bo pizzy nie jadłam wieki, a Mon cokolwiek byle nie za dużo, bo wiadomo, pizza nie zdrowa.....). Co za wolność tak sobie siedzieć, nie liczyć czasu, nawet nikt do mnie nie dzwoni (czytaj Mąż mi oszczędził zapytań , czy podać przeciwgorączkowca), łazienka w lokalu elegancka i nikt nie ciągnie i nie ryczy.....
Po wyjściu z lokalu jeszcze loda sobie po drodze kupiłam, podkreślając moje  'szaleństwa', mimo najedzenia - Mon zrezygnowała, a był taki zimny mmm w ten upał.....
Odprowadziłam Ją na pociąg powrotny i czekałyśmy sobie na ławeczce na peronie gapiąc się w zachodzące czerwone słońce, które wyglądało jak rozgrzany grejpfrut.
Mon pojechała, machałam jej jak opętana, tak jak zwykle macham miłym mi ludziom, a niech się inni dziwią.

Drugą ewakuacją ostatnich dni był wypad do lekarza. Ohoho. też mi wypad, ktoś powie.....
Ale jak się siedzi z chorymi Beksami, to wszystko jest lepsze.....
Zapakowałam Żuka do auta, który momentalnie się zgrzał w ten skwar i zaczął jęczeć; pojechałam po Borsuka do przedszkola, który wcale nie chciał wychodzić, a argument, że spieszę się do lekarza, wyzwolił u Niego jeszcze większy upór. Musiałam więc czekać na słońcu i patrzyć aż Wi się wybawi,a oczywiście przy okazji pilnować Osa, bo polazł do Dzieci.
Kiedy wreszcie dali się obaj zapakować do auta i wciąż nie mogłam ruszyć, zorientowałam się, że całą drogę jechałam na ręcznym..... A tak mi coś właśnie stukało..... Znów będzie bura od Małża, że Mu auto psuję, ale jak się spieszę , to nie patrzę na ręczne, jak ruszy i jedzie, to najważniejsze.....
Zaparkowałam nieopodal kolejki i zaraz nadszedł wspomniany Mój Małżu, prosto z pracy w tym gorącu z kwaśną miną przejął Dwie Nasze Pociechy prowadzone już przeze mnie na plac zabaw, a ja myk myk i już mnie nie ma!!!!! ;B Po drodze na stację kupiłam sobie loda, żeby podkreślić moją swobodę i urok chwili..... ;) W pociągu czytałam komiks dla nastolatków, który jest super fajny i pożycza mi go Mój Przyjaciel, bo On jest psychofanem 'One piece', a ludzie się mi ciekawie przyglądają jak go czytam. W sumie w tej ołówkowej spódnicy niebieskobiałej ,a la pańcia w wielkim mieście, to już chyba nie wyglądam na naście lat..... ;\
Metrem dojechałam do Prywatnego Centrum Medycznego, gdzie robię sobie badania sprawdzające co jakiś czas, szybko załatwiłam wizytę (obie z panią doktor wiedziałyśmy czego chcemy - ja wybrane badania, ona szybko odbębnić kolejnego pacjenta)i zjechawszy windą na parter budynku poszłam sobie na kawę do Green Caffe Nero w ramach odstresowania. Nie ma to jak zasiąść w przepastnym fotelu z kubkiem latte i niespiesznie przyglądać się wszystkim mailującym, telefonującym, gadającym i przechodzącym ulicą..... Czas się zatrzymuje, a człowiek celebruje życie.....Żeby nie być gorszą zadzwoniłam też w końcu do Przyjaciela, bo młody kelner coraz natarczywiej zerkał w moją stronę, co tak siedzę i się gapię. Mon Ami wylatywał właśnie w ciepłe kraje, ( a raczej wpierw w zimne, bo do Anglii, co tam lało, a potem do Włoch) panikował przed lotem oraz nudził się, bo wiadomo czekasz długo albo dłużej.
W końcu postanowiłam już więcej nie przeciągać struny i znanymi środkami transportu powrócić na łono ukochanej Rodzinki, umęczonego, bo też nie zdrowego Mężula i Marudniczych Bajtli.....

Naprawdę takie wymyki zmieniają perspektywę i Człowiek z większą energią może budzić się co 15 min przez całą noc , by uspokajać Bidulka lub podawać Mu różne uśmierzające ból , gorączkę, pragnienie specyfiki.....
Naprawdę wytrwałe siedzenie w domu, wymaga czasem z niego wyjścia.....

6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. "bujanie w obłokach zawsze grozi upadkiem....." to może być moje motto :-)

    OdpowiedzUsuń