wtorek, 4 października 2016

SZPITALNE NIUANSE.

Nowy szpital,lepsza jakość,w końcu stołeczny.
Przyjęli mnie szybciutko,od ręki zaprowadzili na 5-osobową salę, na której była p.Kasia (kolo40tki),bardzo miła i 58letnia p.Ela- strasznie gadatliwa,chora oki,ale nie łatwo z nią wytrzymać : w kołnierzu ortopedycznym,bo ją krzyż boli,w wałku na głowie,bo jej grzywka leci,z wiatrakiem na łóżku,bo jej duszno,non stop na telefonie i to nadaje jak katarynka,jakby słowa się bawiły w ganianego......Ma trzydziestoparoletniego syna,o którym mówi,jak o małym dziecku i martwi się o niego i biadoli,jak on sam w domu bez niej wytrzyma ,i wszystkie swoje koleżanki namawia ,by do niego zaglądały,bo on nie ma do kogo gęby otworzyć. Z taką mamuśką ten facet,to istna kaleka!
Może tylko ona tak gada i na wszystkim się zna - jest analitykiem i wszystkie swoje wyniki komentuje. Że ją źle leczą,że lekarz nieprzytomny,że wciąż ją nie tak rozpoznają. Akurat jak przyszłam doktorka przekazała jej fatalną nowinę,że ma raka jajnika,więc rozpaczała,co nie dziwne, i dzwoniła po wszystkich i mówiła,że synkowi o tym nie powie,bo on sobie z tym nie poradzi. Najpierw myślałam że to jakiś nastolatek.....
No więc jak wyrwałam się trochę od słowotoku Eli,zwiedziłam szpital, oddzielne łazienki dla bab i facetów ,toż to luksus!(jest też darmowe wifi, to im się chwali!). Pielęgniarki jakoś nie różnią się zbytnio, wszystkie trzy zajęte u siebie w kanciapie, nie pacjentem, za to przyszła do mnie na wywiad lekarka-do mnie przypisana-o raju!
Wypindrzona blondyna z wielkimi krechami przy oczach,tatuażem na nadgarstku ,kolczykami koralikowymi i
.... czarnym fartuchu!!!!! Ze srebrnymi guzikami, chyba na miarę skrojony, do legginsówi i 10cm obcasów Cóż tego jeszcze nie widziałam.....Ogólnie wyglądała wystrzałowo ,jak na dyskotekę ,tylko na początku myślałam ,że to jakaś fizjoterapeutka czy inny personel - lekarz to zwykle z białym fartuchem się kojarzy.Niestety była też oschła i opryskliwa i jak znikła,tak dopiero ok.12tj zleciła mi badanie krwi,czyli czekałam 3godziny,na koniec okazało się,że te badanie ,na które przyjechałam może będzie jutro - zobaczy się.....
Wściekła,  ale co ja mogę. W końcu 3 dni trzeba odsiedzieć,bo zawsze jakieś dofinansowanie do pacjenta.....
Zjadłam zaległe kanapki i poszłam do sklepu po picie. Po drodze zadzwonił Facet Elficzki,który tu pracuje i poszliśmy sobie na kawę do automatu,Lavazza troche cierpka, pogadali i jakoś się uspokoiłam - on ma taki charakter łagodny,że ludzie przy nim od razu czują się bezpiecznie.
Popołudniu przyszła też do mnie sama Elfi,która mi chce zupy gotować, dzieci opiekować i w ogóle siatami by mi rzeczy nosiła,kiedy sama ma 2-miesięczne bobo i dwie starsze panny!Narobiła mi cały pojemnik sałatki warzywnej,a że nie miałam łyżki (bo tu dają!) to jadłam za pomocą kromek chleba od niej. Pycha!Miałam na dwa pożywienia aż!
Podarowała mi też do tego wielką kolię z bransoletą na czerwonym pasku z jakichś kamieni na urodziny,nakupiłyśmy słodkich rurek i dwie godzinki(między karmieniami) przegadały, tym sposobem nadeszła wreszcie noc,przespałam ok4godzin,a potem męczyłam się wtykając stopery do uszu i wyjmując(uszy mnie od nich bolą) ,bo Ela co raz chrapała,a jej wiatrak warczał obok,wnerwiając mnie nieziemsko!

                                                          

Na szczęście rano zerwali mnie rozczochraną, rozespaną na badanie i już o 9tej, wyciągnąwszy niemal siłą skierowanie od tej czarnej pindy (mało nie wypadłam z kolejki,tak się grzebała!) poszłam na tą podrasowaną gastroskopię.....(badanie EUS)
Rozebrała mnie tam pielęgniarka do połowy i nałożyła mi zielone przezroczyste giezło, bo stwierdziły,że się w suknie wystroiłam (zwykła szara tunika,tyle że ze srebrnymi wzorami)kazali mi się kłaść,anestezjolog żartował,że on mnie uśpi,ale ja sama mam się obudzić,bo on jest tylko od usypiania,nie budzenia (już się bałam) ,ale zaczęłam po chwili widzieć podwójnie i gdyby nie rura w gębie,miała bym wrażenie,że latam na chmurce.....

                                                                 

Moja tunika dla lepszej imaginacji.


Trochę straciłam chyba świadomość,oczy mi się zamknęły i zaraz było już po ,
 i wieźli mnie w tym zielonym przezroczu ,z biustem na wierzchu przez cały szpital na łóżku do sali.
Po tej 'atrakcji' z pół dnia przespałam, mając przedziwne fantastyczne sny o jakichś przystojnych aniołach,zupełnie nie wiem dlaczego.
Gdy się trochę ocuciłam wpadła czarna pinda i pozwoliła mi zjeść tylko trochę zupy,więc byłam na nią jeszcze bardziej wściekła,bo sama zaraz zagarnęła sobie cały obiadek do siebie, a na me pytanie o wyniki stwierdziła,że zobaczymy jutro.....
Głodna,zła czekałam na dozwoloną już kolację, aby ochłapy oślizgłej szynki znów smakowały jak najlepsze delicje.....

                                                               

Szynka większa od bułeczki.....










4 komentarze:

  1. Przydałoby się jeszcze zdjęcie w owym przezroczystym gieźle ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ubrania mi zabrali z telefonem w kieszeni, nie miałam jak zrobić..... ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzielna jesteś AmaK. bardzo :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie? Taka szynkę zjeść !!!!!

    OdpowiedzUsuń