Całe szczęście mam Przyjaciół i czasem sobie głowę zawracamy, jak wiadomo, w przyjemnych celach;)
Ostatnio będąc w apartamentach Elfów, do których El przeniosła się całkiem niedawno, a są dość oszałamiające( zwłaszcza taras, na którym mogliby sobie basen wybudować i zawody organizować w pływaniu), uradziłyśmy, że pora się wybrać na poszukiwania sukien, wśród których będzie ta jedna jedyna, a którą El nałoży w dniu sądnym albo rozsądnym , w każdym razie będzie zbierać kopary z posadzki,gdy w niej wystąpi.....
Plan się ustalił, mój Mężul mimo niezdrowego zainteresowania tajemnymi podsufitowymi przejściami w Elfich korytarzach oraz bardzo wysokich wieszaków na ubrania, do których moja El nie dostaje (wcześniej mieszkające tam elfy były rodem z Tolkiena.....), został wrobiony w przetrzymanie Małego na czas przymiarek i zaklepane.
Niestety nadeszły wściekłe mrozy i oczywiście w taki to lodowaty dzień przyszło mi wywlekać się do Centrum, choć jak wiadomo Os był zachwycony, tak jak każdą działalnością poza domową.....
El poznałam już z daleka po wielkiej pastelowej czapie, a że Żuk został już 'sprzedany', to wstąpiłyśmy w progi ekskluzywnego salonu sukien ślubnych i wieczorowych, gdzie panowała cisza i pustka, tylko jakaś wystrojona pani siedziała za wielką białą ladą i od razu storpedowała nas pytaniem, czy byłyśmy umówione. Nie byłyśmy, rzecz jasna i stanęłyśmy jak wryte , eee , a to trzeba się umawiać?????!!!!!
Pani odpowiedziała, że trzeba i że jest strasznie zajęta i nie ma terminów (w odległej przebieralni tylko 1 dziewczyna kończyła właśnie przymiarki jakiejś sukni).
Stałyśmy tak więc skonsternowane co robić, czy wychodzić na ten mróz i koniec naszych planów, tylko kawę wypić i po co ta cała fatyga, w międzyczasie zerkały na suknie, panna młoda z przebieralni się ubierała, pani za ladą z kimś gadała przez telefon i w końcu gdy skończyła, nagle bardziej przyjaznym głosem powiedziała, że jednak może chwileczkę poczekajmy, ona pójdzie coś sprawdzić.
Więc my czekałyśmy, jedyni klienci salonu wyszli, tylko suknie na wieszakach lekko drgały w ciszy wielkich sal......
Przyleciała pani zza lady już cała w uśmiechach,że klientka odwołała wizytę, więc może się nami chwilę zająć, ale też niezbyt intensywnie, bo ogólnie jest zajęta i w końcu dziewczynie sprzątającej zleciła pomoc przy mierzeniu sukien.....
Po przeglądnięciu katalogów El nic się nie podobało, więc ekspedientka wydrukowała jej parę innych wzorów i przyniosła brzoskwiniowy tiul by kolor pokazać, jako że zależało nam raczej na kolorach , nie na bieli.....
Tiul nam się spodobał, wzory też były lepsze, miło że wreszcie się nami zainteresowano.....
W rezultacie El wychodząc na wielki podest w salonie luster zmierzyła 3 suknie - koronkową z niemrawym białym kolorem przechodzącym w pomarańczowy, bakłażanową o ślicznym kroju, aczkolwiek ten kolor był dość ponury, no i trzecią z odcieniem brzoskwini, tiulową 'księżniczkę', w której naprawdę było El do twarzy (i do figury), wyglądała po prostu jak Królowa Elfów i nie było co dalej mierzyć, bo obie doszłyśmy do wniosku, że ta leży najlepiej.....


posągowy bakłażan i delikatna beza
Oglądałyśmy jeszcze błękity (wrażenie dość chłodne) oraz beże (za ciężkie materiały), ale i tak ten wzór spodobał nam się najbardziej, wiadomo docelowo pewnie trzeba będzie tu zmniejszyć , gdzie indziej dodać, ale przynajmniej wiemy co lepiej leży na mojej drogiej El :)
Pani pożegnała nas w zachwytach nad wyborem, obrzuciła wizytówkami , numerami telefonów i adresami stron internetowych, że ledwie jej się z rąk wyrwałyśmy na świeże (acz mroźne) powietrze.
Wstąpiłyśmy jeszcze po drodze do salonu Violi Piekut obok, ale tam nikt się nami znów nie interesował , my byłyśmy już wystarczająco ukierunkowane, choć wiadomo, że do oryginału daleka droga, więc zrezygnowałyśmy z kolejnego wyczekiwania,aż nas zapytają o godzinę umówienia.....
Odebrałyśmy Osa od Małża, który nawet się zdziwił, co tak szybko i poszły na jedzenie do przyjemnej indyjskiej knajpy, w której przede wszystkim był kącik dla dzieci i Żuk miał się czym zająć, gdy my jadłyśmy.....
klimatyczne zdjęcie autorstwa El
Smocza zupa i reszta cudów
ostatni złapany smerf..... ;)
Przez resztę dnia miałam więcej energii i lepszy nastrój, bo pogapiłam się trochę na piękne sukienki i pogadałam z dorosłymi i nawet nie zepsuła mi nastroju kawa, którą zrobiłam sobie popołudniu i jakimś cudem , próbując wyjąć filiżankę z szafki jedną ręką, a zarazem nie strącić innej stojącej obok, nalałam jej do tejże półki tak skutecznie, że zalałam wszystkie stojące tam naczynia i musiałam zaraz wszystko myć i wycierać. Bo kawę trzymałam w czajniczku w drugiej ręce i podpierałam nią drzwiczki, a gdy jedna z filiżanek zaczęła wypadać podtrzymałam ją czajniczkiem tym samym chlustając kawą.....
Brzmi to nieco zawile, ale sama nie wiem jak ja to zrobiłam, więc co tu się dziwić.....
Grunt, że nakrzyczałam na siebie , żeby Dzieci nie myślały, że tylko na Nie krzyczę , jak coś wyleją i obeszłam się smakiem , więcej kawy nie parząc tego dnia.....



Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńoch piękna El bezowa księżniczka idealna, a kuchnia indyjska hmm zazdroszczę chętnie bym tam z Wami pogościła się
OdpowiedzUsuńciekawe jakie kulinaria związane będą z następną sukienką.....
UsuńPiękna ta bakłażanowa, tylko może trochę smutna,,, ale wzór śliczny 😊😊😊 i El uroczo w niej wygląda 😊
OdpowiedzUsuńw czym nie ..... ;)
UsuńNajładniejszy jest chłopczyk ze słodkim spojrzeniem��
OdpowiedzUsuńTo było ostatnie spojrzenie na smerfetkę..... ;P
Usuń30 yr old Software Test Engineer III Dorian Blasi, hailing from Picton enjoys watching movies like "Outlaw Josey Wales, The" and Archery. Took a trip to Monastery of Batalha and Environs and drives a Ferrari 250 LM. na naszej stronie internetowej
OdpowiedzUsuń