piątek, 17 lutego 2017

KINO, KAWA - NIEZŁA SPRAWA

Załatwiłam sobie wychodne na wieczór powalentynkowy, jakoże  w walentynki wszystko pozapychane jest serduszkowymi balonikami i klejącymi się osobami.
Małżyk zapewnił mi serduszka z czekoladkami, od siedmiu boleści co prawda, lata stażu robią swoje, ale czemu nie poświętować trochę po babsku :D

                                                                   
Ostatnio El polecała mi "Sztukę kochania", a także Bella chwaliła, więc narobiły mi apetytu, toteż została Mon do wyciągnięcia, bo Małż by nie wysiedział na polskim filmie o pisarce nawet pół gadziny ;)
Po krótkich dyskusjach i dłuższym ustalaniu terminów Mon dała się namówić, więc od razu zaproponowałam, by wcześniej do mnie przyjechała jeszcze na kawę i pogawędkę (wędkę z poga %B hehe). Napisała, że zobaczy co da się zrobić, więc napiekłam walentynkowych muffinek czekoladowych, by upaść moich chłopów w dzień sercowy, a następnego dnia uraczyć Mon :)
Co do muffinek Wii się strasznie napalał jak piekłam, wybrał sobie taką z sercem ze strzałą, a potem mielił ją pół wieczoru, choć twierdził, że Mu smakuje.....
Os piszczał z radości , że dostał swoją muffinę z uśmiechniętym sercem, wlazł na krzesło rozkruszył ją palcem po całym talerzu , stole i podłodze i przyprawił mnie o lekką furię.
Małż ocenił, że super , że napiekłam, ale najedzony jest, weźmie sobie do pracy jutro - i zapomniał wziąć.....
Ja zjadłam ze złości dwie.....

                                                                     

Muffiny z grubo ciosanymi sercami ;)

Od rana sprzątałam w mieszkaniu, bo Mona miała wpaść, a syf był niezmierzony, bo jakoś nam się nie chciało w weekend sprzątać, więc uwijałam się przy odkurzaniu, przegnałam już dość osiadłe tumany kurzów z miejsc widocznych dla oka i umyłam krany w łazience, bo jakoś te chłopy plują i sikają gdzie popadnie, ile bym tego nie myła.....
Małż przyszedł wcześniej z pracy na poczet mego wieczornego wypadu do kina i zachwycił się porządkiem, że w takim razie częściej trzeba zapraszać, choć ja z językiem na brodzie kończyłam zabawki segregować i nakładać na siebie moje różne zestawy biżu do błękitnego sweterka.
Mon miała być o 17tj, więc zaczęłam robić cappuccino z czekoladą, na które namówiłam nawet Małża, co kawy nie lubi, ale do towarzystwa itp. itd.
O 17:20 Mon nie było, więc zaczęłam ją nękać, że kawa stygnie, a ta mi pisze, że jest zawalona nauką i będzie o 18tj i nie będzie wchodzić.....
Fakt, że konkretnie się z Nią nie umawiałam, ale co ja zrobię teraz z wiadrem kawy, skoro Ona nie pije (jak powiedziała), bo 'sesję' bierze,a mój Mułż jak się dowiedział, że nie będzie siedzenia i picia, to łyknął i zrezygnował.....
Dobra, skoro Mon i tak po mnie przyjedzie pod sam dom, to wypiłam filiżankę, nalałam kawy do kubka termicznego , pięknego, nowego srebrnego od Myża (bez okazji dostaję milion razy lepsze prezenty niż z), co prawda proponował mi taki starszy kubek zielony z wzorkami ptaszków i też śliczny, ale mi pod kolor srebrnej biżuterii i błękitnych ciuchów nie pasował..... ;B i wymarsz!

                                                                           

Srebrny kubek i cały zestaw biżu, którą wdziałam,
a potem zdjęłam kurtkę tylko jak już ciemno w kinie było,
założyłam po zapaleniu świateł i po co było się tak obwieszać.....

Jeszcze muffinę z sercem ze strzałą zapakowałam dla Mon i cały pojemnik tacosów nasypałam , co będziemy przepłacać w kinie ;P i ledwo wepchnąwszy to do jasnej małej torebki wybiegłam do auta.
Trochę kluczyłyśmy zanim dojechałyśmy do Cinema City, a jeszcze Monruś jakieś swoje objazdy wytyczyła, że byłyśmy o 19tj (godzina filmu) na płatnym parkingu, bo reszta zapchana.....
Oczywiście nie mogłyśmy znaleźć kina, a gdy wreszcie dotarłyśmy, wielka koleja była, więc skorzystałyśmy z biletomatu, który zaproponował nam dwa ostatnie miejsca jedno za drugim.
Wzięłyśmy , bo co było robić i poleciały na seans. Stał jakiś tłum , ja tylko szukałam sali nr 3, Mon coś próbowała mi wyperswadować, że to chyba kolejka , ten tłum, ale ja widzę, że barierka się dalej kończy , to zaciągnęłam tam Monri i minąwszy barierkę weszłyśmy do sali, przez nikogo nie nagabywane o bilety.....
Gdy znalazłyśmy swoje miejsca (pod samą ścianą jedna za drugą) Mon poszła do toalety i jak wróciła , to mnie uświadomiła, że faktycznie minęłyśmy kolejkę , bo teraz już jak się przerzedziło, to ją pan zaczepił o bilet i przedarł , a wcześniej nas nie zauważył.....
Więc właściwie bilet był zbędny.....
Film się zaczął ( po pół godzinnych reklamach), na wolnym miejscu obok mnie usiadła jakaś baba (myślałam, że Mon ściągnę, ale wszystko zapchane, więc lepiej miejsc nie zmieniać, jak powiedziała), po czym przyszła jakaś para i na końcu naszego rzędu zaczęła się wykłócać z babą z brzegu, że oni mają to miejsce i jak mają teraz usiąść jak jest jedno wolne tylko i.....(dalej nie słyszałam , bo usiłowałam słuchać filmu), po czym baba obok zaczęła do mnie gadać, że jak się późno przychodzi, to już trudno,bo ona też nie na swoim miejscu siedzi, bo ma 19te.....
Nic nie rzekłam , bo ja miałam 1sze, więc niewątpliwie źle siedziała.....
Na szczęście para z tyłu zawołała kłócącą się parę, że tam są dwa wolne miejsca i usiedli i ucichło.....
Film sobie leciał, rozsiadłam się, bałam się pić kawy, bo jak ja wyjdę do toalety w środku filmu potykając się o te 10 bab , co siedziały wzdłuż naszego 3go rzędu.
Po 20 minutach przyszła kolejna para i zaczęła się wykłócać z poprzednią parą, że to ich miejsca, a że tak było to, tamci wyleźli i dalejże wjeżdżać na te baby , że w takim razie niech i one schodzą.....
Po czym baba obok mnie znów do mnie gada (nie wiem co ja z tym wspólnego mam?!), że niech idą na drugą stronę, bo tam są wolne miejsca, a potem się pyta jakie ja mam miejsce.....
To już wnerwiona jej mówię, że to na którym siedzę, czyli 1sze w 3cim rzędzie, a ta mi gada, że to rząd 4ty!!!!!
Nieee, to rząd trzeci (policz sobie babo - ja w duchu).
Policzyła i faktycznie oświeciło ją , że źle siedzi i zaczęła się w końcu wygramalać przez te pozostałe 9 bab, one się przesunęły w moją stronę, para siadła i nastał spokój , można było skupić się na filmie.....
W międzyczasie wyciągnęłam tacosy i przerzuciłam trochę Monri do naczynka po muffince, po czym zżarłam resztę sama, mając wrażenie , że babsko obok  odsuwa się coraz bardziej ode mnie, jakby jej zapach przeszkadzał? a może chrupanie? (choć starałam się je miażdżyć w zębach bezgłośnie.....)
Film się skończył, wszyscy zaczęli wyłazić, zanim jeszcze wyświetlili domniemany wywiad z pisarką i część oglądała to już na stojąco (gdzie im się tak śpieszy?!?), w rezultacie wychodziłyśmy z Mon ostatnie, ja z moim kubkiem nieśmiertelnym, pełnym kawy, ech.....
Monruś odwiozła mnie pod sam dom, choć co prawda przegapiłyśmy po ciemku zjazd do mnie (ja przegapiłam, w końcu ja tam mieszkam.....)i musiałyśmy nadrabiać do następnego ronda, bo nie wiedziałam , gdzie tu zawrócić - nie ma to jak znać się na własnej okolicy.....
Naprawdę wypad się udał, mimo że jak wlazłam do mieszkania , to Małżak, który zadowolony zabierał się za piwo, zbulwersował się co tak wcześnie (trza było hulać do północy.....).
Film się podobał, choć Mon zaraz mi opowiedziała prawdziwszą wersję biografii Wisłockiej, która była bardziej tragiczna i zaraz się zaczęłam dołować jej losami ( a głównie jej' biednych dzieci.....).
Kawa została do dnia dzisiejszego, którą to po podgrzaniu wypiłam po śniadaniu.
Dobra kawa (nawet wczorajsza), nie jest zła..... :)

7 komentarzy:

  1. Dlatego ja staram się zawsze chodzić do kina jak nie ma ludzi, nie muszę słuchać zbędnego ględzenia ani przeżywać sytuacji jak Wasze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czemu??!!!
      Takie sytuacje dodają uroku ! ;B %D
      Znów coś się dzieje!!!!! ;BBBBB

      Usuń
    2. Super było! Mimo tłumów!

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Rewelacyjny wpis, a historia z miejscami i jej opis rozbawiła mnie do łez

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam twoje historie, a ta z kinem i zamiana miejsc - wyborna. Myslalam, ze na koncu okaże sie, ze ty siedziałas na niewłaściwym miejscu 😜 dziewczyny czytałyście ta książkę o Wisłockiej ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie czytałam, ale MOn mi przybliżyła nieco..... ;)

      Usuń