marnie skończy się....."
Tyle razy już słowa tej piosenki mi się sprawdziły.....
Wybierałam się z rana na badanie krwi i do laryngologa, jak zwykle do prywatnej placówki w Centrum Handlowym.
Już byłam zgotowana, bo Mały nie chciał się dać wcisnąć w kombinezon, a mi coraz cieplej było przygotowanej do wyjścia, a tu dzwoni telefon z nieznanego numeru.
Odebrałam oczywiście i dowiedziałam się, że moja planowana kolejna wizyta na testy alergiczne wziewne dla Starszego Syna musi zostać przełożona z 14go lutego, bo lekarz zgłosił, że go nie będzie, a najbliższy termin to 9 marca.....
Oczywiście się wściekłam, bo czekam od listopada, a skierowanie mam do 1 marca przedłużone, więc nie dość, że wizyta się przesuwa, to jeszcze wcześniej muszę polecieć na kolejną do alergologa, by przedłużyć skierowanie!!!!! Bo się lekarzowi nagle zachciało walentynki świętować, czy jak?!
Zwłaszcza, że mało jest potrzebny, bo tylko pobadać dziecko przed testami, a chyba jasne, że chore na nie nie idzie.....
Cała w furii nakrzyczałam na pana telefonistę, dodając, że zdaję sobie sprawę, że to nie jego wina, złapałam to skierowanie na testy, a nuż coś da się zrobić i wybiegłam z Osem na dwór,by nam autobus nie uciekł.
Akurat właśnie śnieg zaczął walić równo z nieba, co byłoby prześliczne i zachwycające tak się przechadzać, niczym wśród spadającego pierza, gdyby nie fakt gnania na autobus z Małym zadziwionym co to Mu przemaka na kocyku.
Doszliśmy do przystanku już jak dwa bałwany, a że autobus spóźnił się 15 minut,bo śnieg zobaczył, to zdążyliśmy nawet nasiąknąć nim :/
Mimo że pora wczesno-przedpołudniowa, korki takie, że jechaliśmy dwa razy dłużej niż normalnie,
na miejscu byli ok.10;45, a na 11tą miałam laryngologa, więc szybciutko pobiegłam na pobranie krwi, bo nie było kolejki, grzebię w mej torbie przepastnej i uświadamiam nagle sobie, że nie wzięłam mojego skierowania na badanie krwi przez tego od testów, bo złapałam skierowanie Syna i tamto przeoczyłam.....Tak często mnie spotykają takie przypadki, że nawet mnie to zbytnio nie dziwi.....
Mimo mojego roztrzepania weszłam do gabinetu z Osem pod pachą i jakoś ubłagałam pielęgniarkę, by w komputerze poszukała tych moich zleconych badań i zlitowała się, znalazła i krew pobrała, ale zanim to zrobiła, była już 11ta i ja znów się gotowałam, że spóźniam się na kolejną wizytę.....
Na szczęście pani laryngolog jest dość spokojną osobą i przyjęła mnie grzecznie chwilę po czasie, zleciła tomografię tych nieszczęsnych zatok, w sumie to od roku nic się nie zmienia, więc zapowiedziała, że być może będzie trzeba zabieg zrobić (jakbym mało miała ostatnio szpitali.....).
W czasie gdy ona mi to objaśniała, Os szarpał wszystkie szuflady, odrywałam Go od kontaktu lub od torebki pani doktor, a i tak na koniec dostał naklejkę za grzeczność.....
Nie ma to jak być dzieckiem.....
W bojowym nastroju poszłam z Małym na kawę, bo uciekł nam autobus powrotny (jak teraz to punktualny taki!!!!!) i jak zwykle tylko za Nim biegałam z kubkiem, bo rurka z kremem tylko na dwie minuty zdołała zatrzymać Go na kanapie przy stoliku.....
Gdy już się zbieraliśmy na kolejny autobus, przypomniało mi się, że nie zapytałam o te skierowanie na testy, więc wparowałam po raz kolejny do tej recepcji i nawet mnie jakaś starsza pani przepuściła w kolejce(czy tego chciała czy nie), bo pewnie dostrzegła obłęd w moim spojrzeniu.....
Stanęło na tym, że zostawiłam im te skierowanie i niech je przedłużają jak doktor będzie, a ja się po nie zgłoszę przed testami. I tak tam jestem częściej niż w supermarkecie koło osiedla.....
Wracaliśmy w takim samym korku jak poprzednio, Żuk zasnął w wózku i potem za nic nie chciał już w domu spać, więc marudny był całe popołudnie.
Ja na pociechę zaczęłam podżerać żelki dziecięce i przy żelku serduszku, w które wgryzłam się z całym moim nerwem okołobadaniowym, wyszła mi cała plomba z zęba nr 6.....:/
Dzień skończył się więc wielką dziurą w uzębieniu, którą mnie pokarało za wyjadanie Dzieciom żelków.....
Już wiadomo do jakiego lekarza pójdę następnym razem.....
podstępne żelkowe przyczyny dziur.....

Nic dziwnego, zelki
OdpowiedzUsuńUwielbiam twoje przygody
OdpowiedzUsuńTrzy słowa - a tyle znaczą.....:*
UsuńŻelki są pyszne!
OdpowiedzUsuńTeż je wyjadam dziecku 😀😀😀
OdpowiedzUsuńsmakowicie te żelki wyglądają i też bym zaryzykował braki w uzębieniu, żeby tylko zjeść z kilo...
OdpowiedzUsuńKilo dla wszystkich!!!!!
Usuń