niedziela, 12 marca 2017

KTO NOCĄ WPAŚĆ MOŻE.....

Jak już wielokrotnie wspominałam, w domu mogą przydarzyć się przedziwne rzeczy, więc trzeba z niego wychodzić, bo tak samo on bezpieczny , jak i przestrzeń poza nim , a co ma być, to będzie - co komu pisane (i gdzie.....).
Gdy wprowadziliśmy się do tego mieszkania, a nasz 1 Syn miał dopiero kilka miesięcy,
latem w środku nocy obudził mnie łopot skrzydeł we własnej sypialni - coś czarnego latało nade mną tam i z powrotem!!!!! Mojego Małża nie obudził, więc musiałam Go mocno potrząsnąć i uświadomić, że czort jakiś nam do pokoju wpadł,a sama skoczyłam do łóżeczka Dziecka i zakryłam je szczelnie kocem od góry (łącznie z moją głową ;), bo był to nietoperz, rzecz jasna, a kto wie w czyje włosy zechce się wplątać (nawet jeśli to przesąd).
Małżul ganiał za nim po pokoju tam i z powrotem, gdy my chowaliśmy się pod kocem, otworzył balkon  i okno i po kilku minutach bieganiny wszystko ucichło.
Najprawdopodobniej nietoperz uciekł, aczkolwiek Małż twierdzi, że trzepnął go koszulą i pozostaje ewentualność, że wlazł za szafę, ale od tamtej pory się nie ujawnił, więc ostatecznie tam zdechł.....
Oczywiście sprawdziłam, że jeśli nietoperz wpada do domu oznacza to szczęście w tymże, więc w zasadzie uwierzyłam w ten symbol ;)
Historyjkę powyższą opowiedziałam tak dla porównania z kolejną, która wydarzyła się obecnie w piątek wieczorem po godz. 22:30.....
Małżu spał smacznie w pokoju z Osem, a ja przysypiałam w drugim przed telewizorem.
Od jakiegoś czasu wydawało mi się , że słyszę miauczenie, to ciszej to głośniej, już sama nie wiedziałam , czy mi się to śni,czy może to z telewizora (bo nie bardzo oglądałam, a coś tam leciało.....). W końcu się przebudziłam, bo miauczenie zaczęło dobiegać z bardzo bliska, jakby się nam ktoś tłukł do drzwi do tego, a w końcu mieszkamy na 3-cim piętrze, więc koty pod oknem nie chodzą.....
Usłyszałam także , że otwierają się jakieś drzwi i myślę 'kot chyba chodzi, to ktoś wylazł i może się nim zajmie'. Ułożyłam się wygodnie , a tu pukanie i dzwonek do drzwi!
Zważywszy na późną porę i mój negliż (koszulka na ramiączkach do spania) poleciałam po Małżulka, budzę Go i szepcę (by nie zbudzić Osa), że kot miauczy i ktoś do drzwi się dobija!
Ten wstał - widać , że nie przytomny - patrzy na mnie osłupiały -jaki kot, jaki dzwonek?! - ale dzielnie poszedł i jak pukanie się powtórzyło, wyjrzał przez wizjer, mruknął 'sąsiad' i otworzył drzwi.
Właśnie wychyliłam się zza winkla, a tu momentalnie, do naszego mieszkania wpada jak strzała czarny cień, Małż zaczyna za nim gonić wrzeszcząc 'psik,psik' albo coś w stylu 'paszoł' , a ten po ścianach , po kanapie, w moją stronę - rzuciłam się jak szalona zamknąć drzwi od pokojów Dzieci, by to czarne , dzikie kocisko (którym się zjawa okazała) do nich nie wpadło, po czym zaczęłam wrzeszczeć na sąsiada po co nam wpuścił tego kota, Dzieci pobudzi, dom zdemoluje, zgłupiał czy co!!!!!?????
 A ten spokojnie mówi, że myślał, że nasz..... !!!!!
Małż ganiał za przerażonym kotem po sufitach i meblach,a sąsiad stwierdził, że nie zrobił tego specjalnie i sobie poszedł!!!!!
Gdyby nie to , że usłyszałam jak Żuk płacze, to bym pewnie poleciała za nim z gębą, ale musiałam uspokoić Malca. Kot miauczał co chwila dość nerwowo i gdy wyjrzałam z pokoju, rzucił się właśnie na parapet odbił od okna i władował na drugi, strącił doniczkę z kwiatkiem Małża i wlazł za drugi (moje drzewko szczęścia! 8O) Donica była wielka, więc nie dała się tak łatwo strącić, zaplątał się w gałęzie, utkwił tam i zaczął przeraźliwie miauczeć.
Małż poodsuwał wszystko i gdy wyszłam Mu pomóc ( z daleka),bo Os usnął, to zobaczyłam jak zbliża się do kota na parapecie z wielkim worem z tworzywa jak plandeka i coś pod nosem mruczy.
Jak mnie zobaczył, to pyta, czy go zabić!!!!!
CO!!!!!????? Zabić KOTA!!!!!????? W naszym mieszkaniu!!!!!?????
Kot to takie przecież ludzkie zwierzę, chyba zwariował, nie posądzałam Go o takie mordercze instynkta, to pewnie za ten rozwalony kwiatek, który lubił, był taki wściekły na kocisko.....
Rośliny ponad zwierzęta !?!
Więc najpierw chciałam uspokoić kota, przemawiając do niego ,co na nic się zdało, mało mnie nie podrapał, gdy z ręką się zbliżałam ;/,
potem chciałam dać mu kiełbasy, czego Małż stanowczo mi zabronił,
w końcu zaproponowałam pojednawczo, by spróbował go złapać do wora i wynieść na dwór.
Po kilku próbach, strąconej z parapetu figurce misia ( wykonanej przez Wii) , zerwaniu paru gałęzi drzewka szczęścia i kilku ostrzegawczych miaukach udało się Małżowi tak uchwycić kota do wora, by Go nie podrapał i wynieść go na dwór.....
Pozostało nam po tym tylko sprzątanie rozwalonej ziemi , doniczki, kwiecia, rozlanej wody, postrącanych motylków i kartek (tak , tak, mam zwykle zapchany parapet , jak widać na zdj. profilowym ;) oraz przewróconego bukietu tulipanów, który dostałam na dzień kobiet od Mężulka , a obecnie wyglądał jak wielka sterta liści, płatków i łodyg zalana wodą i doprawiona szkłem.....
Miauczenie dobiegło jeszcze z dworu ze dwa czy trzy razy i widocznie kot odmaszerował zadowolony, pozostawiając po sobie pogrom.
Jak potem przeczytałam, że jeśli kot przybłąka się do domu , to znaczy szczęście, ale trzeba go przygarnąć, to Małżu powiedział, że do reszty już oszalałam, przecież on był dziki i pewnie się wślizgnął na klatkę i że my mieszkamy najwyżej , to do nas się dobijał, a poza tym niech się cieszy, że z życiem uszedł.....
W sumie ja też się cieszę , bo jak sprawdziłam, zabicie kota, to katastrofa, więc może szczęścia nie przygarnęliśmy, ale przynajmniej katastrofy uniknęliśmy.....

                                                                         

Tulipany z Dnia Kobiet jeszcze przed masakrą.....

2 komentarze:

  1. Ja bym chyba umarła ze strachu jakby nam nietoperz wleciał do mieszkania... Raz kanarek się przybląkał to myślałam że oszaleję a co dopiero nietoperz !!! Kanarka można było przynajmniej do sklepu zoologicznego oddać 😀

    OdpowiedzUsuń
  2. O. Kanarek też ciekawa opcja :)

    OdpowiedzUsuń