środa, 2 sierpnia 2017

WAKACJI, JAGÓD, OWADÓW KUPA..... ;)

Dobrze, że są wakacje, zawsze można coś przeanalizować, pozmieniać, choćby otoczenie ;)
Trzymam się nowych wyższych dawek leku, dzięki którym do szpitala iść nie muszę, jestem tak nabuzowana, że spać nie mogę (więc mogę pisać po nocy! kolejny plus!) smaruję 'mąką ' (hypoalergiczny mineralny krem z filtrem 50 +, aby się nie spalić na skwarkę, bo po sterydach objawy poparzenia pojawiają się bardzo szybko, utrzymują długo i często pozostawiają po sobie znamiona i naczynka popękane) i siedzimy z Dziećmi, Rodzicami na Działce, gdzie dojrzewają stadami jagody i trzeba je zbierać na potęgę, mimo że już uszami nam wychodzą : są w płatkach na śniadanie, w cieście do kawy, kompocie do obiadu, galaretce na podwieczorek i dżemie na kolację ;) A i tak przy zbiorze jakimś cudem jeszcze je jem jak widzę wielką bombę, bo kusi.....

                                                                   

Oto nasz ostatni zbiór.....


A oto ciasto na dowód ;)


W czasie gdy my zbieramy, Małe robią co tam chcą lub kąpią się w basenie (też usmarowane 'mąką' po uszy w te upały), czasem dołączam do Nich by się schłodzić. Do wody najpierw wrzuciliśmy aktywny tlen i była czyściutka. Czasem jakiś muchol się w niej utopił. Po tygodniu, gdy zapomniałam dodać kolejnej dawki tlenu, już zazieleniła się od glonów, ale była ciepła jak zupa, więc uznałam , że i tak jest czystsza niż w standardowym Zalewie, gdzie psy , kaczki i dzieci sikają na potęgę. I nie tylko sikają..... ;P
Taplaliśmy się w niej całkiem nieźle, Os to wody nie opuszczał, Tata podłączył jedną ze swych 'zabaweczek' - prysznic zewnętrzny, w którego rurach woda się  nagrzewa i  mieliśmy  fontannę z ciepłą wodą :D Niestety krokodyle i materace z zeszłego roku coś dziurawe , więc tylko koła i piłki zostały. Oczywiście przykrywamy ten basen co noc, by sobie nimfy nocne w nim harców nie urządzały, ale jakoś wczoraj zapomniałam.....
Przyjeżdżamy dziś popołudniu ( 17ta - można powiedzieć, że w 'mące' na skórze czuję się na słońcu bezpiecznie o tej porze) , a tu w naszym basenie pszczoły sąsiadów zrobiły sobie pijalnię wód!!!!!
Niestety deszcze wypłukały tlen, sam się też jak widać ulotnił i po 2 tygodniach zrobiła się sadzawka, z której skorzystali nie proszeni lokatorzy....

                                                                     

Basen zasiedlony..... :/

Teraz boimy się podejść, bo jedne łażą , drugie latają , inne się topią, a nadepnąć taką gołą stopą, to pamiętam jeszcze jak  boli z dzieciństwa, a na szczęście nie byłam uczulona! Nie wiem jak moje Dzieci i wolałabym nie sprawdzać. Już wystarczy, że Wii ostatnio kleszcza złapał w tych trawach działkowych, bo ich Dziadek taczką woził, ja mimo że spanikowaną Mamą byłam, wyciągnęłam go całego pensetą (mocno to cholerstwo siedzi, trzeba szarpnąć porządnie!), teraz o każdy ból nóżki, dupki, czy główki podejrzewam kleszcza ;/, ale póki co rumieni czy gorączek nie ma. Oczywiście dziada (kleszcza) najpierw topiłam w wodzie utlenionej, potem dolałam spirytusu, bo stwierdziłam, że stara ta woda i jeszcze wylezie, pływał, ruszał tymi wrednymi łapkami, więc chyba cały był, bo bez głowy, to już by raczej do góry dnem spoczął.....
Potem go odstawiłam na szafkę, bo nie wiedziałam co z nim zrobić i mało co Tata go nie łyknął, bo trzymałam go w kieliszku, a ten przyszedł, powąchał i chciał spróbować co to, a kleszcz mały, to go nie zauważył! Szczęściem Wii był w kuchni i powstrzymał Go wrzaskiem, że Dziadek kleszcza pije i nie musieliśmy się zastanawiać, czy kleszcz wbije się w przełyk przy połknięciu, brr.....

                                                                       

Wredna gadzina!

Miałam zaraz nakazane natychmiast go zutylizować i po poradzie Mej Najlepszej Przyjaciółki zamroziłam go w małym plastikowym pojemniczku..... Bo kto wie, zawsze można go zbadać, w razie gdyby ta nóżka, dupka i główka za często mnie denerwowały.....
Hmm, chyba uprzedzę Tatę, że to ten sam kleszcz, by znów nie uznał tego za lody czy co.....

Cóż, upały coraz gorsze, basen zasiedlony przez pszczoły, na jagody patrzeć już nie możemy , działka zrobiła się mało atrakcyjna, gdy żar leje się z nieba, po którym krążą w oddali myszołowy, a nawet jastrzębie. Jeszcze mi Osia wezmą za królika albo raczej łasicę, bo włazi w krzaki i udaje , że sika , a potem leje na siedzenie auta (cii, nic Dziadkowi nie mówimy) albo twierdzi, że nie chce 'kupu' , a ja potem wycieram ślizgawkę upaćkaną wiadomymi ekstrementami.....
Wiadomo, okres lata , chciało by się Dwulatka odpieluchować, ale moja cierpliwość i konsekwencja, którą doradzają wszelcy znawcy Dzieci, co ich potomstwo już pięknie się załatwiało skończywszy roczek ;///// po trzech tygodniach codziennych 10 par zasikanych majtek, spodni, a prócz tego krzeseł i foteli, nie wspominając o dywanach (ups, może ktoś nie zauważy;/) ,oraz dwóch lub trzech kupskach na Dziecku, na mnie , na kapie od kanapy, na czymkolwiek bądź i dzięki Ci Boże jeśli nie na jakichś trudno spieralnych obiciach mebli Rodziców; to już ta moja konsekwencja i cierpliwość legła w gruzach. W końcu żaden zdrowy dorosły w pieluchach nie chodzi, to i Ten się kiedyś nauczy..... Jeszcze zanim Dzieckiem być przestanie, rzecz jasna.....;)

                                                                           

Droga z Działki. 
Szczęśliwy Os biegnie w siną dal niepomny na zasikane majty.....

2 komentarze: