Taka to była radosna myśl z rana, co do mego oczekiwania.
Małż szybko się zmył, jako że do 12 tj, mojej godziny zero, kupa czasu i wszystko załatwi, Rodzice się rozleźli odkurzać i zamiatać liście, a ja zostałam z Maluchami i gotowaniem zupy. W międzyczasie umyłam włosy (międzyczas = bajki puszczone dzieciom)
i wałki, na które je nawlekam, (bo są plaskate bez nich, bo ich mało) wpadały mi w oczy przy gotowaniu.....
Na dodatek nieszczęść Bella mi ok.10:30 napisała,że 'zimno i pada i zimno i pada 'i Ona też pada,bo liście grabiła i na zakupach była,więc na kawę nie idzie,a w sklepie badziewie i nie ma po co. Oczywiście oprotestowałam jej wiadomość, ja taka w gotowości i wałki mam dla urody włosia, no to stwierdziła,że na chwilę do sklepu przyjdzie,ale na kawę nie, bo ją grypa bierze.
No i po kawusi ;(
To ja stwierdziłam,że nie idę do sklepu i foch, bo sama mnie wcześniej namawiała.
Nie wiem po co się w takim razie ubrałam, przebierając trzecie kupsko Małego.....
No to ona napisała,że może iść z buźką, która wyrażała wiadomy niesmak i niechęć.
No to ja napisałam,że ja nie idę,bo na siłę to bez sensu i już nie wiadomo , kto chce , a kto kogo zmusza.....
Zdołowana rozwaliłam serek , co mi wypadł z lodówki jak wyciągałam warzywa, nadeszła 12-ta i Mężul i jak się dowiedział , że nie idę, to mnie wygnał, bo co będę siedzieć,jak już Malca uśpiłam.....
Znów wstąpiła we mnie nadzieja (i żądza kupowania;) i napisałam Bellowej,że będę w sklepie jakby co.Tak trochę markotnie, ale może jednak coś z tego będzie.....
Umordowałam Brata, by mnie zawiózł i po drodze poszliśmy jeszcze oglądać jakieś mieszkanie, bo on z narzeczoną szukają, w sumie małe takie, choć odnowione,ale jak tam woli..... Wcześniej krzyczał,że w dwóch pokojach to Mu za ciasno.....
Ładna tapeta w kwiaty, nowa kuchnia, drzwi jak do sejfu, wielkie i grube.....
Tyle że w łazience to się ledwo zmieści,w końcu mikrej postury nie jest.....
Podrzucił mnie w końcu pod sklep, Bellowej nie było.....
Rzuciłam się więc na poszukiwania, choć w okrojonym składzie, jak sobie obiecałam,bo kasa gdzieś mi się ulatnia (dziwne.....;B) i składować gdzieś trzeba tony rupieci.....
Tak się okroiłam,że kupiłam 4 torebkę (w dwa tygodnie - zgroza), ale trzeba się pocieszyć, -> przecież nie będzie kawusi :( grafitowa listonoszka Mark&Spencer:D
Poza tym różowo-fioletową torbę w kwiaty, wreszcie będę miała do szpitala, nie za duża nie za mała,z odczepianą boczną kieszonką, by móc iść sobie z nią i portfelem na spacer/zakupy/kawę po szpitalu......Dobra zdobycz :B Oto ona :
Poza tym kapciuszki w panterkę z czarna kokardka i brylancikiem,ewidentna pocieszka, by móc chodzić w futerku na stopach.....Mięciusko. :
Wisiorek i bransoletką z kwiatuszkami -obleci, to norma, jakaś biżu musi być, jeszcze pudełeczko na leki ozdobne z gwiazdką (bo 2 to za mało..... :/) .
Moje 3 pojemniki na leki.....
Teraz nie straszne mi żadne ilości..... ;P
Mała mysza drewniana, dla Taty do kolekcji drewnianych figurek.
Kubek z bałwankiem i ozdobami świątecznymi pięknie zapakowany.
Mort z "Pingwinów z Madagaskaru" ruszający oczami za złotówkę .
Srebrna ramka z różowymi kwiatuszkami, w sam raz dla Mami.
Heloł, utonę w tym....
Jeszcze mi piętnasta poducha potrzebna.....
No i sklep zamykali,14-ta , Belli nie było, powlekłam się więc do domu smętna, deszczowa, że 'miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam'.....Ciągnął się za mną wór niepotrzebnych mi aż tak specjalnie rzeczy.....
Oczywiście koło 16 tj Bell mi napisała,że spała i nie przeczytała, że jestem,bo by przyszła.
Takich zdecydowanych jak my dwie ,to nie ma nawet jednej.....
'Smutno było żurawiowi, ze samotnie ryby łowi.....'
Czasem takie proste drogi bywają krzywe....
Wszystko znów fajnie, sytuacja jak kryształ (nieco do obróbki ), a ja mam różową torbę w kwiaty do szpitala,
tra la la la..... ;)
tra la la la..... ;)



ja bym na skrzydłach polecała na zakupy a na kawusie tym bardziej....
OdpowiedzUsuńi weź tu dogódź wszystkim...
OdpowiedzUsuńNo Ty nie dasz rady;)?
Usuń