Zajechałam na parking na targowisku, gdzie oczywiście stanęłam krzywo,ale dużo jeszcze miejsca było, a popołudniu i tak się wyludnia.....
Dzieciaki pod pachę i do kawiarni.....
Mężul tak późno do domu miał wrócić, bo oczywiście ma korpo-zbliżanie się na niebezpieczną odległość do współpracowników ;/, czyli imprezę integracyjną, gdzie się je, gdzie się pije i nie chce się wychodzić z pracy.....,a czas jakoś trzeba zorganizować.....
Władowałam się więc do 'Posiaduffki' z wózkiem i starszym za rękę i zajęliśmy jedyne wolne fotele, ale że Żuk zaraz wylazł z wózka i poleciał do kącika zabaw gdzie obok przy stoliku siedziały dwie starsze panie, a za nim poszedł też Borsuk, to te panie po chwili konsternacji zamieniły się z nami na miejsca ;D
Słowem Malcy je wykurzyli skutecznie..... ;B
Dzięki temu mogłam się rozsiąść blisko nich i w spokoju wypić kawę, pogryzając sernikiem i upijając im trochę lemoniady, bo byli tak zajęci demolowaniem kącika zabaw, że nawet nic nie chcieli.....
Cały nasz kąt i widok na plac zabaw na zewnątrz
Czerwone spodnie i buty - jestem bocianem. ;B
A tak mi tam było doobrze.....Nawet wifi było darmowe, więc i pogadać sobie mogłam z Przyjaciółmi.....
Potem pojechaliśmy na Święta.
Smętorze i smętorze, deszcz leje, a mi się na zakupy chce i inne przyjemne wypady, a nie smętorze.....
Nie byłabym sobą gdybym nie zaplanowała wypadu do kawiarni z Bellą, a że jeszcze Mon się pojawił w okolicy to i Ją zgarnęłyśmy :D
Zapowiedziała się też wspomniana kiedyś Pen - bo spotkałam ją już wcześniej w ulubionym sklepie i zaprosiłam.
Wiadomo, my najpierw też do sklepu, ale że to był poniedziałek przed 1 listopada, to wszystko pakowały już dziewczyny do worów, bo niedługo zamykały, gapiły się na nas lodowato, że iść groby czyścić, a nie po ciuchach latać i naprawdę szybko się wycofałyśmy rezygnując z nabycia czegokolwiek..... To mnie jednakowoż trochę przygnębiło ;/
Zasiadłyśmy na kawie z ostatnią rozwaloną bezą jaka była (bo ponoć im spadła, ale w pudełeczku, więc tylko nieforemnie wyglądała.....) i gdy Pen miała się zjawić, to przyszedł sms od niej , że nie przyjdzie, po czym wpadła odstrojona do kawiarni i zaczęła wykupować pół wyłożonych ciast..... Zorientowawszy się, że Ją wołam przyleciała do nas do stolika, przywitała się mówiąc, że stwierdziła, że kupi ciastka, których i tak nie je, bo ma dietę niskowęglowodanową; i się z nami przy okazji zobaczy. Oczywiście pokazała nam jaka jest chuda i ma piękną łososiowa bluzkę z kokardą pod szyją i poleciała z tymi ciastkami, po czym znów wpadła po następny pakiet ciastek, przybiegła nas kolejny raz ucałować i popędziła,bo' Jej Mężul już nie chce na nią czekać i odjeżdża właśnie ich nowym samochodem.....'
A my siedziałyśmy jak te trolle wgapione w sreberko i Bella stwierdziła, że ona już tej bezy nie je, więc dojadłam ją ja rozgrzeszając się dietą niskotłuszczową oraz żałując bezy, co ją wciąż porzucano.....
W końcu zadzwoniła Mon, że się spóźni, bo zaatakowało Ją stado dzieci (?) i już widzi , że ich nie pokona, więc posiedziałyśmy do zamknięcia kawiarni i w deszczowym nastroju i aurze powlekły się do bardziej nocnego lokalu na bardzo nie nocną herbatę.....
Tam doczekałyśmy się Mon, która wpadła ślicznie umalowana i zamówiła sobie dla odmiany kawę, a ja do tego sałatkę, bo zgłodniałam po tej bezie.....
Potem one gadały o sukcesach w pracy, a ja zżerałam sałatkę, by spuchnąć jeszcze bardziej i wyglądać choć trochę nienormalnie, bo przecież nie chodzę do pracy, a wszyscy mi mówią, że nie wyglądam na chorą.....
A nie wiedzą ile się przed wyjściem przygotowuję przed lustrem, by mnie nie pomylono z jakimś zombie co uciekło z balu halloweenowego.....
Gdy wychodziłyśmy dla odmiany lało....., całe szczęście Mon podprowadziła mnie pod dom, bo miała parasol, nawet po deszczu miło się chodzi w dobrym towarzystwie.....
1 listopada 'nietypowo' padał deszcz i zmokliśmy jak kury na smętorzu podczas mszy, bo naiwnie nie wzięliśmy parasoli, zmokło moje sztuczne czarne borsucze futro i oblepiło mnie jak wyliniałą nutrię, zmokły wieńce zlepione z pięciu (od pięciorga Dzieci) na grobie Babci, zmokły Malce, choć zakapturzone i Ciotka, co w kapocie przyjechała czarnej i obszernej, zmokliśmy wszyscy i nie pomogły parasole przyniesione przez Tatę, zakoszone z biura Brata..... bo wtedy już przestał padać deszcz.....
Po chwilowym umartwianiu i nocnym łażeniu po cmentarzu, które się odbyło z moim Mężem jak Dzieci już spały tak po 23ciej, mroźno już, puściutko, milion gwiazd i światełek , jak to na Wszystkich Świętych, wspomnienie Dziadków i Pradziadków (swoją drogą ciekawe imię 'Leontyna'), zapaliliśmy lampiony i szukali cieni wśród grobów.....
Często bawiłam się na tym cmentarzu jako Dziecko, bo bardzo blisko mieszkamy, chodziłyśmy z sąsiadką po grobach i zwracałyśmy się do nich imionami i nazwiskami wypisanymi na tablicach, pytałyśmy, co u nich słychać, jak się dziś mają.....
Wtedy nie miałam jeszcze prawie kogo odwiedzać na tym cmentarzu, nie kojarzył mi się źle , czy smutno, wręcz przeciwnie..... Spokój był, ludzi mało, a jak już , to zajęci sobą..... Oczywiście zachowywałyśmy się cicho, bo grabarz, jedyny nasz wróg, mógłby nas przegonić, ale to taki gapa był , a w zasadzie pijaczyna, że nawet nie zauważył jak kiedyś uskładałyśmy kościotrupa ze znalezionych na śmietnisku cmentarnym kości i przyozdobiły go wstążkami i cebulą.....
Te czasy dziecinnych zabaw..... ;P
Więc po tym umartwianiu rzuciłam się w kolorowy świat zakupów i nakupiłam co popadnie, a mnogość bibelotów mnie samą przerosła.
Oto zdobycze z jednego razu, naprawdę już zgłupiałam, ale wydać trochę (małą ilość, bo to tanie , wiadomo) pieniędzy, to jak upuścić krwi, od razu człowiekowi lżej..... (choć mój Mężul tak nie uważa, hmm ;?/)
Pingwinki kolczyki, bo słodkie, ubiorę jak pojadę na Antarktydę, by się dopasować, a babuszki, to wiadomo, do Rosji.....
Bransoletę jak przeniosę się do czasów 'Wspaniałego stulecia'.
Ten wielki biały kwiat to pierścionek, ostatnio lubię coraz większe nosić, co pewnie mi psychologiczne mądrale powiedzą , że mam wybujałe ego i niespełnione cośtam.....
Ooo, wiele mam.....
Czy resztę gdzieś wdzieję, to się okaże.
Krzyżyk już mam na szyi i na cmentarz w sam raz.....




Rozwaliłaś mnie historią z kościotrupem :D
OdpowiedzUsuńspecial story ;P
UsuńJa też bardzo lubię Posiaduffkę... Fajnie, że powstała na naszej dzielni :-)
OdpowiedzUsuńZawsze łatwiej wypić kawę z Dziećmi..... ;)
Usuń