Już właśnie, czyli siedziałam na internecie, Żuk śpi, patrzę - chmurzy się, eee , co się będę śpieszyć, szkoda budzić Małego.....
No i tak się grzebałam, bo jak wiadomo internet zjada godziny nie wiadomo kiedy, że rozpadało się na dobre i co tu zrobić, bo Mężul samochód wziął.....
Podumałam chwilę. Nie, nie przestało padać.....
Nawet zaczęło lać i grzmieć do kolekcji.....
Dzwonię do Małżula, co w pracy oczywiście i oświadaczam Mu, że nie ma wyjścia, musi odebrać Starszego, bo leje , a my auta nie mamy.....
Coś tam mruczy, że czego się nie wybrałam wcześniej, to Mu zaraz wymieniam ile nagotowałam , naprałam, narobiłam zdjęć bałaganu, który Os poczynił, a ja go sprzątałam, jak zaczynam opisywać ile kup przebrałam i jaka jedna była ooogroomna i jak nią zasrał ubranko, które prać musiałam, to spanikowany melduje, że zaraz się postara urwać wcześniej i odbierze Wii ;B
Grunt , to dobra argumentacja ;D
Co prawda Jego spolegliwość jest podyktowana nadchodzącą imprezą w Jego pracy, po czym następnego dnia spotkaniem z kumplami, więc woli się nie narażać, bym nie robiła potem scen z serii "ja 24 h na dobę z dzieciakami, a Ty sobie balujesz po nocach!"
Tak więc dziś odrobinkę wykorzystałam moją przewagę (właściwie, to nie wiem w czym ;/, bo i tak będę siedzieć z tymi Dzieciami, a jeszcze mi tyłek urośnie, bo się nawet ruszyć do przedszkola obok nie chce.....)(Nie takie obok, 20 minut, szybkim krokiem!!!!!;P)
Swoją drogą Mężu też uszczknął nieco z tego ( i tak mojego jak na dziś dzień!) tortu, tzn. napomknął, że to kolejny przykład, że przydał by nam się drugi samochód.....
Przydać, to by się przydał, ale nie rozdają, a ja - bezrobotna oficjalnie od dni kilku - przecież Mu nie kupię!
A nawet jakby wziąć największego grata świata (co się nie opłaci, bo się zaraz rozwali i wydamy na niego więcej, niż kosztował), to gdzie go postawić, jak wszystko obwarowane numerkami, miejscami parkingowymi, a jedyne wolne miejsca pod lasem chodliwe jak świeże bułeczki.....
Ale myśl rzucił.....
Skoro już wspomniałam o mej wizycie w PUP-ie (hehe, poznałam też nowe ciekawe nazewnictwo ;),
czyli potocznie mówiąc Pośredniaku ;P (woooow! ;D %), to muszę stwierdzić, że poszło mi wyjątkowo sprawnie, jak na pierwszy raz, bo część zarejestrowałam internetowo, pani mnie zawołała od razu bez kolejki, podpisałam parę kwitków, zostałam poinformowana , że i tak na razie zasiłku nie dostanę, bo nie wywalono mnie z pracy na zbity pysk, tylko sama sobie odeszłam , bo tak chciałam (no właściwie, to chciałam Dziecko, ale już chorobę po porodzie to nie bardzo,a z chorobą to już mnie nie bardzo chcieli ponownie.....), a i tak muszę się zgłosić za 2 tygodnie, kiedy to zaczną mi usilnie poszukiwać tej pracy, bym przypadkiem dłużej niż 3 miesiące bezrobotna nie była, bo w przeciwnym razie trzeba będzie po tym czasie zasiłek dać.....
Może wyzdrowieję..... ;,<
W każdym razie czekając na autobus po rejestracji pod urzędem, chciał się ze mną 'zaprzyjaźnić' miejscowy,głośno się witając i wychwalając moje turkusowe szpilki, które jakoś tak założyłam, chyba dla dodania odwagi.....
Nie sądzę, by chciał przymierzyć i całe szczęście, że nadjechał autobus, bo przechodził już w komentarzach do wyższych partii ponad butami i znosiło go coraz nieprzyjemniej bliżej mnie i moich nóg .....
Podsumowując : okolica Urzędu Pracy nie zachęca, do noszenia szpilek.....
Tych oto..... ;)

Nowy samochód? uuuuuuu ;)
OdpowiedzUsuńWlaściwie to dziwne, że tylko jeden chłop się przyczepił, bo z takimi szpilami, to pewnie jak szłaś, to wszystko stało :D
No i jak to się czyta pomiędzy wierszami..... %/
OdpowiedzUsuń