My pojechaliśmy tam w sobotę, gdzieś tak po 21 - szej, gdy już uśpiliśmy Dziećki ;)
Z powodu deszczu nad polami już unosiła się mgła,więc wjechaliśmy w tajemniczy świat ciemności, gęstej jak budyń i troche upiornej.....
Zanim zaparkowaliśmy przed domkiem i zamknęli bramę, oczy trochę przyzwyczaiły się do ciemności , a dzięki latarence, która była w domku wyciągnęliśmy leżaki, rozłożyli je na ganku domku i zasiedli tak wpatrując się we mgłę, w której przejeżdżające w oddali szosą auta wyglądały jak jakieś duchy pojawiające się nagle nikłym światłem w jakimś miejscu, odrobinę przesuwające się nad horyzontem, a następnie znikające w ciemności, nocy i mgle..... Spektakl ten trwał z różnym natężeniem , a do tego przygrywały nam rytmy jakiejś muzyki, która niosła się przez kilka kilometrów prawdopodobnie znad Zalewu, który jest w naszym Miasteczku.....
Ja zażerałam się orzeszkami w cieście i popijałam szato de lato ;) hehe, czyli cydr jabłkowy coraz bardziej natchniona wspominając dzieciństwo i rożne dziwne, fantastyczne rzeczy, które mi się zdarzyły, aż Małż mój drogi zaczął pochrapywać.....:/ Trochę wtedy straciłam wenę, bo oczywiście nikt mnie nie słuchał....

Oto nasze 'szato' w ciemności..... ;)
Wypiłam jeszcze z kieliszek w ciszy zatopiona w przestrzeni i dumaniu nad nią (bo w takim miejscu w taką ciepła noc można zdystansować się do wielu przyziemnych , a nawet trudnych spraw. Mimo chrapiącego Towarzysza....) i poszłam do domku do ubikacji. Ledwie trafiłam z moją latarenką, bo w domku panuje totalna ciemność - natomiast w małym kibelku jest lampka solarna,więc mogłam zgasić latarenkę. Jest tam nawet zlew, więc i umyć się jako tako można (oczywiście pomijając zimę, gdy woda zakręcona.....).
Po załatwieniu spraw kiblowych;) wyszłam powoli gadając coś do siebie , że ciemno, bo lampka solarna zgasła,a latarenki nie zapaliłam i nagle oślepił mnie wielki błysk i rozległ się śmiech ,a ja
prawie nie upuściłam latarenki, która podskoczyła mi w dłoniach, rzecz jasna był to Małżu,który się zakradł po przebudzeniu i takie żarty stroił,a na dodatek zrobił mi zdjęcie,jak podskakuję ze strachu.....
Proszę,jaka nagle kozacka fantazja.....
Ochrzanilam Go trochę,ale w sumie śmiesznie było;B
Z tych wariackich pomysłów poszliśmy jeszcze o 1 w nocy pobiegać po polach niekompletnie ubrani, hehe, w tej gęstniejącej wacie cukrowej, 15 stopni i nocny wiatr we włosach poprawiały krążenie krwi lepiej niż niejedna kawa ;)
Poszliśmy spać pod wielką grubą pierzynę, pod którą było wręcz gorąco, gdy mgła otuliła już szczelnie wszystkie zakamarki domku.....
Przebudziłam się o 6 tej. Słońce zaglądało do chatki - kurczę, przeniosłam się w czasie? Jestem babą w chacie na wsi końca świata..... Zasnęłam......
Ponownie obudziła mnie jakaś mucha gryząca mnie w wystawioną spod pierzyny nogę.....
Próbowałam sięgnąć przez śpiącego Małża do telefonu, ale się przebudził..... Za oknem coś szumiało,
dochodziła dziewiątą.....
Wyskoczyliśmy spod pierzyn - ze wschodu słońca nici - Małż wyszedł na ganek,a tam ciepły letni deszczyk. No to przechadzka po pomidory do namiotu z folii, ja rozkroiłam przywiezionego grejpfruta i tak zjedliśmy zdrowe warzywno-owocowe śniadanie, dodając do pomidorów przywiezioną mozzarellę,a do grejpfruta cukier trzcinowy:D
Nie dane nam było za długo delektować się rześkim porankiem, bo po dziewiątej Tata już dzwonił,że Dzieci pytają,płaczą i dziwaczą i pora wracać na kawę, więc pozbieraliśmy manatki i pożegnali uroczy koniec świata.....

Słoneczniki na ganku :)

Zamglony poranek na działce.....
Dobry pomysł na małe tet a tet ;)
OdpowiedzUsuńile romantyzmu ... trochę zazdroszczę
OdpowiedzUsuńRomantycznościąm podszyta 😎
OdpowiedzUsuń