wtorek, 12 września 2017

POCZĄTEK KOŃCA

No i doczekałam się telefonu w związku z pracą!Właścicielka umówiła się ze mną na rozmowę w kawiarni naprzeciwko kościoła o 19:30 ! 8O
No w sumie dobrze, bo już Małż z pracy wrócił i mnie podwieźli pod sam lokal,a sami na zakupy pojechali.....
Kazałam się wieźć już o 19 - tj, tym sposobem wparowałam do kawiarni 19:10, rozglądając się czy aby nie ma już mojej pracodawczyni, ale w sumie nie wiedziałam jak wygląda , więc usiadłam przy wolnym stoliku pod oknem i zamówiłam latte waniliowe, po czym za nie zapłaciłam, by uniknąć późniejszych nieporozumień, kto powinien zapłacić itp.
Na zewnątrz siedziały dwie panie w średnim wieku i dyskutowały dość głośno o czymś, mogłaby to być ta właścicielka, ale chyba nie umawiałaby się z kimś jeszcze..... Choć może na wcześniejszą godzinę.....
Oprócz nich były jeszcze 3 starsze panie, zaaferowane swoim spotkaniem, więc raczej to nie z żadną z nich się umówiłam.....
Dobrze, że wzięłam sobie na wierzch siwy sweterek , do mojej niebieskiej prostej sukienki, bo chłodno się trochę zaczęło robić. Włosów nie spięłam, bo były czyste ;) (dopiero umyte) proste i założone za uszy wyglądały całkiem skromnie, a spotkanie w kawiarni mi na to pozwalało. Buty wzięłam na niewysokim obcasie, ale też raczej skromne, super szpilki są raczej przesadą na spotkaniu w sprawie pracy, jakkolwiek luźne to by było spotkanie.....
Torebka to najnowszy zakup, co się okazało, że można ją na ramię powiesić dopiero w domu, bo jak ją kupowałam, to myślałam, że ma tylko małe rączki :)

             

                                     Oto strój na spotkanie  w sprawie pracy


Czekałam tak sobie przy tym stoliku - skromna szara myszka - ponad 20 minut, barman - gruby wąsaty pan - zerkał na mnie ciekawie i już zaczęłam się zastanawiać, czy coś nie pomyliłam, gdy zadzwonił telefon.
Kierowniczka pytała, czy już jestem w środku , bo ona się spóźni kilka minut. No, w sumie jej wolno.....
Zanim przyszła, wypiłam już prawie całą kawę, niby wypada przyjść przed czasem, ale wynudziłam się przez te pół godziny.....
Zamówiła sobie również latte, zadowolona, że lubimy to samo , no i zaczęła się nasza rozmowa, chyba raczej bardziej towarzyska, bo pierwsze 20 minut opowiadała o dzieciach i domu, a ja tylko przytakiwałam lub robiłam mądre 'mhm' w przerwach.....
W końcu doszła do sedna i okazało się, że miejsce , w którym miałabym pracować dopiero się buduje, ale plany są na otwarcie  w październiku. Wypytała mnie o moje oczekiwania i umiejętności, dała chwilę na pytania własne (dość krótką) no i wąsaty barman grzecznie nas przeprosił , że zamykają część kawiarni, w której siedzimy, byśmy się przesiadły..... :/
Zresztą zostałyśmy ostatnie w tym lokalu, pewnie fakt, że był to wtorek , sprzyjał pustkom, ale i tak ze swoimi dwoma wypitymi już kawami nie byłyśmy atrakcyjnymi klientami.....
Gadałyśmy (a raczej Ona gadała) przez godzinę!!!!!
W końcu stwierdziłyśmy, że wychodzimy, Ona chciała zapłacić, ja powiedziałam, że zapłaciłam, więc poprosiła rachunek, a dziewczyna przyniosła  paragon za 2 kawy.....
Dobrze, że powiedziałam, że płaciłam, bo drugi raz by nam policzyła. Na dodatek przy wycofywaniu okazało się , że nie da rady wycofać, a poza tym dziewczę policzyło cappuccino nie latte.....
Mocno jakaś nie przytomna ta młoda, barman z wąsami zaczął ją sztorcować, a moja towarzyszka zaczęła go prosić, by jej nie krzyczał, bo każdy się może pomylić.....
Trochę wyszłyśmy zakręcone tą sytuacją, pożegnały się grzecznie i obiecała zadzwonić jutro lub pojutrze.....

Następnego dnia , popołudniu na placu zabaw, gdzie grzałam się w resztkach słońca na ławeczce z kawą w papierowym kubku, zadzwoniła, że zaprasza mnie do zespołu i tym sposobem zakończy się w październiku moje siedzenie w domu.....
Czyżby chylił się ku końcowi
mój blog?....

2 komentarze: