niedziela, 13 listopada 2016

BASEN

Mama stwierdziła, że dla rozrywki Dzieci, trzeba w te słoty i deszcze wybrać się gdzieś z Bąblami, bo się zanudzą i nas zamęczą.....
Padło na basen, bo blisko i trochę energii ubędzie.....
Znalazłam w szafie jakiś stary kostium kąpielowy, który był dobry po ciąży, bo czarny, więc wyszczuplał i trzymał biust, bo miał usztywniacze ozdobione złotą nicią.
Jak go wdziałam,to dzięki usztywniaczom wyglądało, że mam jakiś biust, który już nie jest rozmiarów ciążowych, więc strój zaakceptowany,mimo że workowaty, ale kto mnie tam zna.....

                                                                     

Oto ów strój, dla lepszego wyobrażenia ;)

Na szczęście Tata zdeklarował się zostać z Młodszym, więc z Wikiem wesoło wparowaliśmy do szatni, przebrali się; Mama dała mi swój niebieski czepek, co mi z uszu złaził, ale był.
Sama poszła sobie na aerobik, w którym to z koleżankami przepasana niebieskim pasem, z niebieskimi ciężarkami skakała w wodzie i 'robiła pociąg' z tymiż paniami.....
Ja natomiast w płyciźnie dla Dzieci uczyłam Borsuka pływać, co oczywiście sprowadzało się do skakania na mnie i podtapiania mnie, jak już wspominałam, w 'Dzieciach nad wodą'.
Dociągałam się kolejny raz do końca toru prychając i plując wodą, gdy słyszę nagle : O,cześć!
Fajnie Cię spotkać, co słychać?
Przetarłam oczy i ujrzałam koleżankę z podstawówki, niezbyt sympatyczną, aczkolwiek zawsze perfekcyjną w zachowaniu i wyglądzie, w prześlicznym kolorowym kostiumie idealnie na nią skrojonym, w którym to przechadzała się po basenie (nie ma to jak przyjść na basen się przechadzać.....).Pozostałam więc w zanurzeniu, by mój worek nie unaocznił się w całej okazałości i samą głowa odpowiedziałam, że w porządku , uczę Synka pływać itp itd.....
- No ja tam pływać nie umiem, ale to nawet lepiej, tylu tu przystojnych ratowników ( właśnie przechodził jeden z nich i gapił się na nią, rzecz jasna, ja mogłabym się śmiało utopić.....)
- Ja na szczęście umiem - rzekłam z przekąsem, wtedy też ów ratownik zauważył , że ktoś tapla się w wodzie i zajeżdża wielką gąbką w łysą czaszkę płynącego pana, był to mój Synek, ratownik mnie upomniał, ja rzuciłam się jak wielka foka odciągać Synalka uwidaczniając całą mą postać i dostrzegając w ratowniku brata kolegi z klasy LO..... Czy dziś wszystkich znajomych przygnało na ten basen ?!
Po tym incydencie kategorycznie zarządziłam przeniesienie się do basenu z bąbelkami i masażami, niech się Młody tam tapla, a ja się zamaskuję w pianie.....
Wik co prawda zaczął bezustannie na mnie włazić, ale przynajmniej miło się leżało i masowało w wodzie. Potem zajął miejsce w mych nogach i sobie jakoś grzecznie fikał. Bąbelkuję się, bąbelkuję, a tu znów słyszę : Hejka! Zauważyłem właśnie , że jesteś z Synkiem i przyszedłem z moim przywitać się. - zadzieram głowę ponad parę, a tam ów kolega z LO, którego brat jest ratownikiem.....
Rodzinami walą.....
- Cześć Przemek! Ano pływaliśmy sobie, ale po tym jak Wik wpadł na dziadka wolę już siedzieć w bąbelkach :) Twój Syn to pewnie przez wujka już nauczony pływania świetnie?
- Radzi sobie, radzi, eee, to miłego tego , eee , leżenia..... - jakoś dziwnie zaczął odwracać głowę i się zacinać - my już wychodzimy.....
- Cześć,na razie ! - odparłam i opuściwszy głowę zobaczyłam trzy wielkie czarne balony poniżej mej szyi.....
Był to mój kostium napompowany powietrzem z bąbelków na poziomie brzucha i piersi.....
W nogach siedział uśmiechnięty od ucha do ucha Borsuk i też się wgapiał w ciekawe zjawisko.....
Rzuciłam się jak ranny mors i spłaszczając kostium wypełzłam z tych masaży całkiem już mając dość basenu..... Na szczęście aerobik Mamy się kończył, więc mogłam wyciągać Wika i zmierzać jak niepyszna (bo cała w chlorze, hehe) do szatni.
Jeszcze tylko pół godziny suszenia głowy i do domu.....
Trzeba chyba zainwestować w jakiś lepszy kostium, bo na tej pływalni tłoczno jak w mieścinie na targu w czwartek lub jak w metropolii w Centrum Handlowym w weekend.....
Takie rozrywki jesienne.....

1 komentarz:

  1. Kochana, mam to samo u nas w mieścince! Jak tylko się beznadziejnie ubiorę, w jakieś dresy na przykład, to spotykam samych znajomych! To jakiś fenomen!

    OdpowiedzUsuń