Nasza piękna choinka w świetle dziennym.
Większość bombek coś nam przypomina :)
Co roku jakieś dochodzą ..... :D
(i niewątpliwie odchodzą za sprawą Dzieci.....)
(i niewątpliwie odchodzą za sprawą Dzieci.....)
Teraz Wigilie są bardziej zabiegane, nerwowe, w przechodzeniu samych siebie i dążeniu do ideału przesadzamy często z Mamą i zasiadamy grubo spóźnieni .
Jakoś mi się wydaje , że kiedyś było łatwiej i szybciej, ale to chyba raczej ja mniej robiłam.....
W tym roku też planowałyśmy rozłożyć robotę, dlatego lepiłam uszka dzień przed Wigilią, ale Dzieci mi tak przeszkadzały, że pół dnia latałam w fartuchu i mące, narobiłam ich około 60-ciu i jak je wreszcie gotowałam, to najpierw nie chciały odkleić się od talerza, więc nieco porwane trafiały do garnka gdzie się znów otwierały.Mimo dużej ilości masła tak się po wystygnięciu skleiły ze sobą , że na Wigilię mieliśmy pozlepianą kulę pierogową z grzybami, którą można było kroić nożem.....
Małżu zdążył chwilę przed pierwszą gwiazdką i siedział z Małymi z muchami w nosie, że co to On niańka, a my z Mami latałyśmy jak w ukropie.
Przy pakowaniu prezentów rozłożyłam opakowania po całym pokoju i zginęła mi wśród nich taśma klejąca,a z braku czasu i nerwów do szukania jej większość posklejałam znalezioną zieloną taśmą izolacyjną...... Było nieźle, z choinką się komponowało.....
Z poślizgiem od 17-tj zasiedliśmy do stołu o 18-tj, bo Dzieciaki w muszki nie chciały się dać wdziać, a ja nie mogłam dobrać kolczyków (aniołki ze świecącymi na czerwono spódniczkami, czy złote bombki z zielonymi listkami %D, bo śnieżynki skromniejsze, to nie na dziś ;).
Akcesoria świąteczne - kolczyki na trzy dni Świąt ;))))) ;P;B
Modlitwę nieco zagłuszały telefony z życzeniami tych co już po jedzeniu, a karpik był na wpół surowy, ale Tatuś i tak kazał nam go jeść (oczywiście On go na szybko smażył) twierdząc , że to taki czerwony rodzaj mięsa.....
Wii jak to świadome już Dziecko , siedział jak na szpilkach , czekając na prezenty, a gdy wreszcie po przydługim kolędowaniu wystrzelił po nie, to nie wiedział w co ręce włożyć, przypominając Osiołka co mu w żłoby dano.....Na zewnątrz śnieg padał jak szalony, więc choć klimat się zrobił zimowy, ale Małżu mój przysypiał już przy prezentach, (mimo to dał radę skomentować , że jeden sweter ode mnie ma za długie rękawy i źle się zapina pod szyją, a drugi jest w zasadzie trochę za mały.....:/), więc nie wyglądał na chętnego na Pasterkę.....
Na szczęście Mamcia się zmobilizowała i gdy reszta posnęła my brodząc w świeżym puchu pomaszerowałyśmy do kościoła :)
Po drodze minął nas jakiś chłopiec , który okazał się uczniem Mamy i powiedział Jej 'dzień dobry' , i potem zaśmiewałyśmy się , że o 12 w nocy tak się kłania idąc na domiar z dziewczyną, w przeciwna stronę niż kościół.....
Klimatycznie było -- dłuugo ciemno , potem światła i muzyka, póki było ciemno , czułam się radośnie i anonimowo, jak zaświecili lampy okazało się, że stoję w tym wielkim tłumie tuż obok znajomego z podstawówki chłopaka, którego niezbyt lubiłam i on mnie też, a teraz po tym milionie lat , to nie wiedzieć czy się znamy czy nie..... Całą więc mszę staliśmy tak wepchnięci na siebie z głupim samopoczuciem, ni to spojrzeć ni to podać rękę, na dodatek niższy ode mnie o głowę, więc ja obserwowałam głównie sufit, a on podłogę.....
Mama w tym czasie próbowała nie wypaść z ławki , w którą ją upchnęłam dla Jej dobra, a i tak po komunii i ogólnych przetasowaniach musiała wejść pierwsza do tej ławki i prawie siedziała na kolanach jakiemuś dziadkowi.....
Widziałam też w oddali Monę w jakimś wypaśnym futrze z norek z Jej licznym rodzeństwem, nawet chciałam poczekać się przywitać, ale po zakończeniu porwała mnie taka fala ludzi (wraz z (nie)znajomym chłopem), że dobrze , że z Mami się nie zgubiłyśmy.....
W drodze powrotnej śnieg już nie padał, ale pachniało pięknie. Zimą, nocą, nadzieją na lepsze jutro.....
W domu powoli zebrałam się do spania , wszyscy chrapali smacznie, gdy koło 1:40 zamierzałam położyć się do łóżka, nagle zerwał się mój nieprzytomny Małż (co w korpo się starał dopiąć rok do końca i dlatego przesiaduje tam ostatnio 24h na dobę.....) , złapał mnie w pas ,niemalże zarzucił na ramię ;p i stękając nieco zaniósł do choinki.
- Jakiś opóźniony Mikołaj coś zostawił dla Ciebie.
Pod choinką leżały perfumki, jedne z moich ulubionych Naomi.
Na dodatek wysilił się nawet na karteczkę z życzeniami doczepioną do nich i kokardkę, więc od razu przestałam się gniewać na Jego humory, a że sytuacja była taka romantyczna rzuciłam się robić nam świątecznomiłosne zdjęcie , wymierzyłam w nas komórkę i nagle usłyszałam :
- A co się znowu stało z tą cholerną szybką?!!??
Łoj. Zapomniałam wymyślić jakąś historyjkę o ratowaniu świata.....


ech jak romantycznie choinka, światełka, prezenty, zmarznięta żona, porywający maąż ....
OdpowiedzUsuńoo ładnie podsumowane :*
UsuńWspomnienie Pewexu - bezcenne !
OdpowiedzUsuń