Obie patrzymy w ciemniejące niebo.....
Nastawiałam tu sobie lampek solarnych,trzy zmieniają kolory (jedna to ważka), dwie są zwykłe białe, no i oczywiście sowa,z jej solarnymi oczami.....
Letnie ciepłe noce są pełne uroku. W powietrzu unoszą się wspomnienia, zapachy przynoszą te chwile, jedne jedyne,które minęły bezpowrotnie zostawiając po sobie pewną melancholię,że raczej się nie powtórzą. Mimo to te noce wołają, czasem każą wręcz biec gdzieś,szukać czegoś,czego wciąż nie znaleźliśmy.....
Człowiek tak bardzo chce wiedzieć,co to jest, że szuka tego całe życie.....
Czasem bym chciała polecieć jeszcze raz na te klimatyczne koncerty,gdzie wszyscy byli sobie bliscy i podzieliliby się ostatnim piwem;), na te nocne eskapady,w których działy się szalone rzeczy z równie zwariowanymi co my nowopoznanymi,a mimo zła, które czai się wszędzie, wszystko kończyło się dobrze.....
Posiedzieć na grillu przy śmietniku do rana wymieniając się marzeniami.....
Szukać wschodu słońca po górskich połoninach,, brodzić nocą po rzece lub całować się w kałuży.....
Tańczyć na stole, w oparach bluesa aż do zatarcia się granicy miedzy nocą a dniem.....
-Mama, gdzie Tata ? - zawał na miejscu, prawie spadłam z rozkładanego krzesła,gdy zza firanki wyłonił się dawno już śpiący ponoć Synek.No gdzie, na imprezie firmowej,nie wspomina lepszych czasów,żyje nimi.
-Pracuje dziś długo,przecież pamiętasz. Wróci późno,jak wszystko załatwi.
Odprowadzić,uściskać,przytulić,poprawić żółtego Angry Birdsa, Giga-miśka i Człowieka-Fina.
Z powrotem do mego azylu.(złaź muszaku ogoniasty z mojego ekranu!!!!!)
I tak na tym balkonie nocą w towarzystwie sowy solarnej,wdychając ten upajający zapach, wśród oddalonych szeptów rozmów, żółtego blasku latarni daje się wierzyć ,że jeszcze może kilka takich niepowtarzalnych chwil przede mną.....
Może mniej nieświadomych, może przetykanych pewną dozą smutku, ale tych właśnie magicznych, które pozostają z nami na całe życie i dają spokój duszy ,gdy ta znów w okolicy letniego przesilenia gdzieś się wyrywa.....
ŁŁAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Jakieś Dziecko się drze. W zasadzie chyba moje.....
Oczywiście coś stuka i On się boi i zadzwońmy do Taty niech wraca. No na pewno by się ucieszył, w samym środku imprezy.O ile by odebrał.....
Pozostałam przy wersji,że ma dużo pracy i wróci późno.Nie wiem co stukało.
Przytulić,ucałować,uspokoić,puścić kołysanki, uchylić drzwi.....
Na balkonie napadł mnie jeszcze jakiś zagubiony chrabąszcz, że prawie nie uciekłam z przerażeniem, bo nie cierpię latających bzyczących. Ramiona mi zmarzły,nalazły się robactwa do domu.Ktoś w oknie obok strasznie kaszlał,wybijając mnie z zadumy,a w powietrzu czułam już jedynie dym papierosowy. Ten bez wspomnień.....
Zeszłam więc z balkonu,zostawiając samotna sówkę,by posiedzieć samotnie w domu.....
Ładne to, chociaż melancholiczne trochę i teraz mnie też na wspomnienia zebrało jak kiedyś było... Ale ile przed nami jeszcze wspomnień do stworzenia i dni magicznych do odtworzenia gdy już będziemy starzy, a gdy Ci smutno i nie masz do kogo się odezwać - zawsze zostaje Ci Człowiek-Fin ;)
OdpowiedzUsuńIle ile,oby jaknajwiecej z Najlepszymi Przyjaciółmi!!!!!
OdpowiedzUsuń