czwartek, 19 stycznia 2017

OD PÓŁNOCY DO PÓŁNOCY

Ledwo skończyłam pisać poprzedni post,  leżąca babcia zaczęła krzyczeć : "No dość mam tego dłubania w nosie, do dupy to wszystko!". W sumie dobrze , że jeszcze nie spałam, bo to 12 w noc już była,a pewnie by mnie obudziła.....
Zreszta całą noc właściwie nie spałam,bo duszno, drzwi otwarte,na korytarzu harmider i kaszle z rożnych sal, babcia obok co raz to śpiewa (np.:"ooo dziecino droga mała, ooo"),to klnie ( np.:"do roboty, kur.....), aparatura się włącza i piszczy jak sobie zrywa z nosa rurki z tlenem, już bym wolała spać nawet w tej koedukacyjnej łazience -chłodniej tam, cicho, tyle że zapach trochę nie bardzo.....
Odsypiałam więc całe rano prawie do 15tj z przerwami na śniadanie, obiad,wlewy dożylne sterydu,gadki z Ciotką, prysznic z zatkaną deszczownicą,z którego lało się tylko szparą między sitkiem a wierzchem, obchód itp itd.
U Babki nocnej harcowniczki była Córka i próbowała wcisnąć w nią jakieś jedzenie,które ta ciągle wypluwała,a jej monitor piszczał wskazując niską saturację przez co moje drzemki były mocno nadszarpnięte.....
Koło 14tj opuściła nas Agnieszka , która jeszcze wcześniej zaliczyła wycieczkę do apteki po leki,a że jej lekarka powiedziała że wszędzie jest,to poszła na drugą stronę ulicy w samych adidasach ,gołych łydkach i bezrękawniku,okazało się ,że nie ma w żadnej i dopiero  niezły kawałek dalej ,tam gdzie dzwoniłyśmy wcześniej,udało jej się załatwić,a i tak mają jej dosłać pocztą ,bo jeszcze nie przyszło.....zmarzła nieźle,że nawet jakiś chłopak chciał jej ponoć czapkę pożyczać.....
Po jej wyjściu przepchałam swoje łóżko pod okno - chłodniej i dalej od drzwi (i babki).

Ożyłam wreszcie koło 17-tj ,gdy zadzwoniła Mery,że czeka na mnie na dole, nałożyłam nawet pierścionki i wisior z pawiem, z którym przyjechałam, by do bluzki w kropki wyglądać mniej szpitalnie i zjechałam do niej do kawiarenki:)

                                                                     

Paw dla otuchy ;)
Niestety tam też zgubiłam mu jedno oczko z ogona..... ;/
 
Fajnie wystrojona Mery: kolorowa jaskrawa pomadka i bluzka w wesołe printy na tle jasnego moro do dżinsów:) i włosy miała takie ciepło miedziane,kolor miodu:P
Wzięłyśmy sobie kawki i dojadały słodycze od Słonka, a raczej ja dojadałam,bo Mery nic nie ruszyła.....
Miło się naplotkować do syta, bo już dawno nie miałyśmy okazji.
Przeżywa teraz żłobek i w efekcie ciągłe choroby Córeczki,ech , jest to mega wyczerpujące psychicznie.
Gadałyśmy i popijały herbatkami po kawie aż do 20tj,że ledwo przyleciałam do sali , zjadłam zimną kiełbasę z musztardą na kolację ,która na mnie czekała (też mi lekkostrawny posiłek.....) dorwała mnie pielęgniarka z lekarstwem na sen , który zapewne rzucę kurom na pożarcie (jasne że ich nie mam - w sensie - kur),bo nie zamierzam się otumaniać tą chemią i od ścian potem odbijać.....,
a już dzwoniła Maja że przyjechała.
 Fakt późno,bo 21sza i właściwie babka kumata i niekumata w moim pokoju, to już do snu legły , a ja wybywam, ale Maja teraz ma kolejne przedsięwzięcie rozkręcając własny interes i pogadać można z Nią tylko po nocy, a i tak kosztem Jej Dzieciaków.....
Spotkaliśmy się w windzie i pojechały na 5pietro -Maja wzięła sobie kawkę,ja herbatę:)
Wyciągnęłam wafle, Ona orzeszki-ciasteczka,których Jej wdzięczna pacjentka napiekła i zrobiłyśmy sobie piknik na parapecie:)
Podarowała mi pastę wybielającą zęby i uśmiałam się, bo mi się przypomniało,jak siedziałam w oczekiwaniu na łóżko,a obok mnie 3studentki rozmawiały, jak to koleżanka jednej kupiła sobie jasną czerwoną pomadkę i pomalowała się nią, uśmiecha się, a tam taaaki ser! Po chwili konsternacji domyśliłam się,że chodzi o żółte zęby..... ;) że jasna czerwona podkreśla żółtość, a ja taką miałam.....
A tu proszę,mam wybielaczke akurat dla mnie - dla osób pijących dużo kawy i herbaty..... ;)
Po 22giej zaczęli krążyć dookoła nas ochroniarze i dziwnie się przyglądać,co my to robimy o tej porze w tym półmroku,więc po omówieniu kilku planów ,celów i osiągnięć,po 22:30 zebraliśmy się wreszcie i Maja pojechała windą na sam dół,by wyjść pogotowiem i już nie drażnić ochroniarzy przy głównym wyjściu.....
Ona to ma siłę wszystko to robić, znów dzieciom ze wsi od siebie szykuje kulig, a w pracy siedzi po 10 godzin,by wszystkiego dopilnować.....
Czasem tak Jej słucham i przytakuję,ale czuję się półgłówkiem często, bo nie wiem o czym ona do mnie mówi, gdy się zagłębi w niuanse lekowe, interakcje, leki robione i ich składy.....
Bywają Ludzie z wielkimi mózgami i Ona właśnie do takich należy, a my z Mery należymy troche do tych co " nie chce mi się, tak będę leżał....."
Aczkolwiek Mery w swojej dziedzinie też bywa pasjonatką i lubi te wszystkie swoje roślinki.....


Gdy wróciłam na oddział przed 23, już się na mnie podejrzliwie pielegniary patrzyły, gdzie łażę -spać!
Oj nie dane mi było.....
Babka harcowniczka- jako że zbliżała się północ, zerwała sobie saturator z palca i zaczęła wzdychać na całą salę.....
Wypadła jej sztuczna szczęka i wyciągnęła z nosa rurki tlenu.....
Następnie przyprowadzono do sali czwartą panią zSORu- a babka zaczęła się wydzierać,że starej kobiecie do domu podrzucają inną obcą .:"Wstydu nie macie! Ja zaraz wstanę i pójdę,a wy róbcie co chcecie!A kto to jest w ogóle?Mają swoje domy,przyprowadzili kobietę tu!Chamy wy,świnie,co tu jeszcze robicie,wypier....stąd!"!"Jak wstanę,jak wezwę policję,jak bałaganu narobię!"Wrzeszczy na cały oddział -nieeee!macie swoje chałupy,zaprowadźcie ją tam!'wariatki!'-
cewnik wyrwała,wyzywa wszystkie pielęgniarki od dziwek,a tu zbliża się pierwsza......
Dały jej uspokajający lek,ale póki co każe się całować w dupe i drze się ratunku......


Krzyczy tak cały czas,znów mam bal ,a nie sen,ta nowa jest drobniutka,ma chore ręce i trzeba jej wszystko podawać ,na dodatek w chwilach gdy tamta szalona się nie awanturuje,ta zaczyna chrapać!
Ja  z tego szpitla, to ledwo żywa wyjdę ,
to wariactwo w końcu i mnie dopadnie!!!!!



2 komentarze: