A dni jak kalejdoskop wciąż zmieniają się..... Raz pragnę skakać, raz płakać, z łóżka wstać lub nie..... Lecz najważniejsze w tym wszystkim że - wciąż bardziej żyć mi się chce!!!!!
piątek, 17 czerwca 2016
HIPPIE STYLE.
Jak co dzień wybieram się na spacer po Starszego Synka do przedszkola. Oczywiście główna myśl, która zaprząta mi głowę, to w co się ubrać ;) Na spacer od bloku, do przedszkola , hehehe..... Mam przemyślenia na miarę 'blondynki' i wcielam się w nią całkiem chętnie ;] Czy zawsze trzeba myśleć o rzeczach wzniosłych i ważnych, przecież Świat składa się z dupereli i te duperele pozwalają przetrwać smutki, choroby i przemoc na świecie..... Uogólniając : mężczyźni mają mecze, na które czasem zerkam, tj.wczoraj -bardzo się ucieszyłam, bo wszyscy byli zadowoleni i to wpływa na jakość życia ;)- a kobietki, w tym ja, swoje sukienki (na które nie rzadko zerkają panowie.....) Uogólniając, bo czasem bywa odwrotnie..... W obu przypadkach..... ;)
Więc jak już sobie pozwalam odstresować mózg i moje ciężkie zaspy ponurości odgarniam, to wyciągam rzeczy nowe lub ulubione i komponuję.
Dziś wywlekłam całkiem nową sukienkę łososiową bodajże, długą,bez ramiączek , mega wygodną.
Znalazłam niedawno świetną kamizelkę i pasuje do niej idealnie. Kamizelka ta jest po Mamie i jeszcze pamiętam, jak byłam Małym Bajtlem, a Ona w niej chodziła :D Ma ładne wzory i jest ozdobą sama w sobie. Od razu hippie style powiało, więc uczesałam sobie warkocza w nieładzie, wielkie różowe okulary, długie kolczyki z kwiatami i motylami i łańcuch z kolorową sową. Buty co prawda bardziej z epoki plastiku ;) ale się w tło wtopiły, są podobnego koloru jak sukienka i mają koturny oczywiście. Są gumowe. Przyznam szczerze, niezbyt wygodne na dłuższą metę, bo mi palce ściskają w kleszczowym uścisku, że po godzinie w nich koniuszki dużego i środkowego palca mam tak zdrętwiałe, że ich nie czuję. Wtedy pora je zdjąć..... No dobra nadają się na krótkie zakupy, gdy Mężuś podwiezie mnie autem pod sklep..... A na spacer lepsze są pudrowo różowe balerinki w kwiaty.....
Tak wystylizowana, z torebką z obowiązkowym frędzlem, wybierałam się tak długo, że Mężu wrócił z pracy i zawiózł mnie na tych koturnach po powyższe małe zakupy odbierając po drodze Wika. Gdy kupiłam co trzeba poszliśmy na pobliski plac zabaw dać się wyszaleć Malcom, godzina się kończyła, palce mi drętwiały, a sukienka co raz zjeżdżała z biustu, zwłaszcza że Młodszy Żuk, wciąż za nią szarpał radośnie, gdy się do mnie zbliżał, ku uciesze paru tatusiów innych dzieci na placu zabaw.....
Wnioski?.: Choć poczułam się na początku lekko i wygodnie, wyzwolona prawie jak w latach 60-tych, to nie jest to najlepszy strój na zabawy z małymi dziećmi.....
hip hip hippie ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

uuu la la piękna syrena
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńRewelacyjnie wyglądasz
OdpowiedzUsuńdobra dobra, ciąży nie ukryjesz..... ;PPPPP
Usuń