Wcześniej gdy brałam mniejsze dawki sterydów, nie było tak źle, ale teraz gdy je zwiększono, wreszcie zrozumiałam, co to znaczy wilczy głód !!!!! A że miałam dość ładną wagę, po różnych lekowych perypetiach i pozwolenie rozszerzenia diety, to stąd nagle 3 kg na plusie w tydzień!!!!!
Co tu się dziwić, skoro wczoraj po kolacji zjadłam jeszcze kawałek sera pleśniowego, potem pół opakowania sorbetu lodowego, potem jeszcze kilka ciastek maślanych, garść paluszków, kawałek czekolady i krówkę, i dobierałam się jeszcze do jogurtu z ciasteczkami Borsuka gdy zbliżała się 23cia.....
Czuję się tak jakbym miała zahamowany ośrodek sytości!!!!!
Mogła bym jeść chyba aż bym pękła.....
Byłam niedawno na imieninach Cioteczki. Wystroiłam się oczywiście, bo okazja czyni sposobność pomierzenia super ciuchów, które tylko czekają, by w nich wyjść. Sukienkę pokochałam, choć się bardzo plami, czysta była około godziny, po czym Os zaczął jeść i każdy palec się na niej uwiecznił.....
Ja też zaczęłam jeść, zupę borowikową, mmm, polędwiczki, mmm, zapiekane ziemniaczki, mmm, frytki Borsuka, bo On należy do tych Dzieci niewątpliwie w mniejszości, które nie lubią frytek!!!!! Dalej frytki Żuka, bo On też nimi pluł (dziwne te moje Chłopięta), pół kotlecika Oska, bo pół zeżarł Wi - co jak co ale kotleciki to On je.....
Następnie deser - Dzieci najpierw dostały lody, Wi zjadł parę łyżek i już nie chciał, Os podobnie, choć raczej ja Mu dałam parę łyżek i basta, bo gardziołko jeszcze małe..... Oczywiście dojadłam po nich obu..... :///// Na koniec dostałam swój deser - szarlotkę z lodami - i miałam wrażenie , że już naprawdę się zasłodzę, ale dałam radę, a przecież jeszcze zjadłam ciasto do kawy i herbatę. I wodę i sok i odrobinę szampana.....
I teraz to już sama nie wiem czy to leki mnie leczą, czy jedzenie mnie psuje.....
Czy to leki mnie psują, a jedzenie dobija.....
Właśnie zjadłam TO wszystko.....
Jedyne co mnie zastanowiło, to to że zaraz po wejściu naszej Rodzinki do zamówionego lokalu, rozległ się wielki brzdęk i okazało się , że kelner stłukł kilka szklanek, wywalając tacę, a gdy otwierali szampana, stłukło się denko i wszystko rozlało.....
A więc klątwa nasza bijących się rzeczy w tym roku trwa nadal i rozlewa się na ludzi mających z nami styczność.....
Na dowód - wczoraj zbiłam szklankę, a nie wspomniałam też o tym, że mój Małżul tylko przyjechał do nas(do Rodziców) na wakacje, tego samego dnia miał zbitą szybkę w telefonie.....
To jest nas teraz dwójka ze zbitą szybką.....
Rozumiem , że to wszystko zapowiada następne szalenie dobre lata, kiedy wszyscy powtarzają, że to na szczęście.....
Lubię frytki i kotleciki i lody i inne niam niamy. Mogę być Twoim dzieckiem, to nie będziesz po mnie dojadać ;)
OdpowiedzUsuńI tak już jesteś coś koło tego..... ;;;;;PPPPP ;;;;;BBBBB
OdpowiedzUsuńhahaha Ty miałaś tego dzidzia zanim jeszcze zwoje własne narodziłaś, a moje dwa małe borsuki to najpierw nie lubili frytek a teraz okazjonalnie jak im zakupie to zajadają się aż im się uszy trzęsą, jedyny plus w tym ze frytki muszą być bez soli :):)
OdpowiedzUsuń