poniedziałek, 1 sierpnia 2016

MODA SZPITALNA

.No dobra,trochę żartowałam,ale poniekąd już w poprzednim poście coś o tym wspomniałam. Wiadomo,że jak ktoś fatalnie się czuje i ledwo żyje,to nie myśli o wyglądzie,choć ja jak po sterydach spuchłam jak balon na brzuchu i buzi i w nic się nie mieściłam,to myślałam. Także wtedy gdy doszły zaburzenia krążeniowe ,a potem po przybraniu w 5 dni 10kg, schudłam ponownie po zmniejszeniu dawek 10kg w 3 dni. Chyba jestem dość lekkostrawna, jak moja dieta,ale takie skupienie uwagi na kolorowych rzeczach cieszących oczy poprawia mi humor,a ten jest ważny w każdej kuracji,nieprawdaż?
No więc pierwszy raz jak byłam,dominowały pidżamy i szlafroki,ale się przyjrzałam,że taki stereotyp powielają raczej babciny,natomiast młodsze mają lepsze pomysły,bo przecież jak nie jest się stałe leżącym,to nie trzeba łazić w pidżamach non-stop! Tym sposobem poszły w ruch getry z koszulkami,choć jak spuchłam to i tak się kryłam pod szlafrokiem (który na szczęście jest jak wyciągnieta bluza dresowa,na zamek aksamitna i z kapturem.Niebieski.Praktyczny bardzo i ładny.)
Z każdym pobytem jestem lepiej przygotowana i nawet mogę sobie balerinki granatowe w listki nałożyć idąc do kaplicy:)
Teraz w upały wybierane są koszulki na ramiączkach i spodenki,dobrze,bo wygodnie.
                                                                   
                                                                 
                                                  Na kawie na tarasie szpitalnym.    


Cóż z tego,jak już drugą noc nie śpię,bo Gollum (współczuję biednej leżącej babcinie po udarze,ale porównanie jest uderzające) nocami wydaje najróżniejsze dźwięki od bulgotań do wrzasków i udawanie topienia się.....na dodatek co2-3godz. przychodzą pielęgniarki ją przewracać,oklepywać itp itd i jak ja mam spać?! Wczoraj w końcu napchałam waty do uszu,nałożyłam na oczy maskę,przykryłam się poduszką, bluzką i kołdrą i tak podduszona,wytłumiwszy nieco bodźce zewnętrzne nawet na 3godz. zasnęłam.....;/        Z tego szpitala wracam bardziej nie wyspana niż śpiąc z małym dzieckiem!
                                             
                                                   

                                Na łóżku szpitalnym,tu przebrałam się do kaplicy, bo wczoraj była niedziela.
                                Szafeczka jest, widok z okna, no doprawdy hotel ;B
                                 Moda tu marna,jedynie mogę wstawić moje srebrne klapeczki ;)
                                    Oto one:B:
    



No więc powędrowałam "wystrojona"do kaplicy. Ludzi garstka oczywiście, przyszedł misiowaty ksiądz i zaintonował gulgocząc wzniośle do mikrofonu pieśń, którą podłapała jedna pani i wyła tak głośno i natarczywie,zapewne by zachęcić innych. Tych z zewnątrz wystrojonych w sukienki i tych w szlafmycach z wenflonami wbitymi w rożne miejsca.....
Ksiądz gulgotał całą mszę, tak że trudno go było zrozumieć,a mi się spać zachciało po nieprzespanej ,pełnej warczeń nocy i musiałam się siłować z powiekami,bo było mnie widać na przestrzał księdza i mógłby się poczuć urażony,że chyba uważam ,że mnie nudzi. 
Poszłam więc po mszy na kawę,jak zwykle,bo dość tych zakazów,tym razem z automatu, bo o połowę tańsza,a też dobra.
Niechętnie wróciłam do pokoju zobaczyć ,czy coś ode mnie chcą(zmierzyć tętno,temperaturę, zapytać ile wypiłam,wysikałam i czy kupka była i jeszcze najlepiej opis jej wrrrrr  8€ może przyniosę pokazać!!!!!;B  )
W pokoju była już u Golluma rodzinka z piekła rodem,tym razem z młodą dziewczyną,całkiem ładną i spokojną,co się okazała wnuczką Goluma,nie wiem skąd ona się wzięła ,zupełne przeciwieństwo mamusi.....brat znów jej podpadł i powiedziała mu,że najlepiej niech on by zdechł,bo do niczego się nie nadaje,a sama zaczęła znów swoje ;"no jak się ma misia ptasia,no dzieciątko małe,bobasek ma pupeczkę ładną dziś,a jak mu się zdrowo chrapulek udał,buziuniek pokaże kocia koteczek puchaty, uchlaputałem się tronieczke,pysia śliczna jest, no najpiękniejsza dziewczynka ze wszystkich....." i tak co chwila w takim tonie.... Nie wiem czy, hmm, jeśli ta pani to słyszy, to czy, hmm, będę brutalna, ale czy nie wolałaby umrzeć.... Bo ja na pewno na jej miejscu. Ponoć leży tak już 2 rok. A ta jej zwariowana córka, zrobiła sobie z niej ewidentnie taką jakby lalkę.....ciężki przypadek i pani Golumowej i rodziny.....
Obłożyli ją na koniec znowu milionem zdechłych podusi w kocie i piesiunie pod nogi,ręce,plecy i poszli na szczęście, po czym przyszły pielęgniarki ją oklepywać i jak zwykle wywaliły te wyliniałe zabakteriowane jaśki,bo one ją jeszcze bardziej odparzają niż wygodę dają.....
A gdy nadeszła noc znów nie mogłam spać, kochana moja Babcia odeszła nad ranem z ostatnim dniem lipca i tak bardzo nie chciałam,by się skończył,bo łączył mnie jeszcze jakoś metafizycznie z Nią jeszcze żyjącą tego dnia przed 4 nad ranem.
Nastał sierpień i będzie mi Jej bardzo brakowało po powrocie ze szpitala .....
                                                                                           

2 komentarze: