niedziela, 28 sierpnia 2016

ZDARZENIA TOWARZYSKIE.

Oj,za dużo tego towarzystwa, oj,oj.
Z rana przywaliła do mnie rodzinka - Kuzynka z mężem ,2 dziewczynkami i dużym Synkiem. Wpakowali się na salę, zaczęli biadolić jak duszno i ile ludzi, zostawili mi jakieś waflaki od Ciotki i wyciągnęli na kawę (to akurat super!).
Zjechaliśmy do kawiarenki gdzie jest najdroższa,ale też najlepsza kawa w szpitalu,a że Mąż Kuzynki stawiał,to dostało mi się pyszne Cappucino i serniczek :p
Dzieci wzięły wody i inne ciastka, po czym zaczęły robić rozróbę wśród gazetek z dodatkami zabawkowymi,a moja Kuzynka znalazła w tym kiosku-kawiarence książkę o kotach Pawlikowskiej,stwierdziła że bardzo ciekawa i musi ją kupić i poczytać,jak wychowywać ich kota, po czym dała mi ją bym sobie poczytała w szpitalu.....
Przecież ja nie mam i nie zamierzam mieć kota! Lubię koty, miałam kiedyś,ale teraz nie za bardzo mnie to interesuje..... Nawet nie mam czasu poczytać mojej o baranach (;) - tzn. "Triumf owiec"),a co dopiero podręcznik wychowania kota.....
No nic, kolejna cegła do trumny, ups, torby, bym się zarwała pod nią,jak jutro (I hope so) będę wychodzić..... 
Posiedzieliśmy tam z pół godzinki, aż Dziewczynki zaczęły nam się uwieszać na ramionach i pytać coraz nachalniej, kiedy już wreszcie mogą stąd iść,więc wszyscy razem wpakowali się do windy by mnie odprowadzić na sale (?!? nie trafię?!?),winda ledwie wjechała,bo 5-osobowa jest, prosto pod drzwi odstawili (czy coś wiedzą o wczorajszej dezercji?!?)i machali rzewnie jak znikałam w pokoju ('juści Tobie bidocko wolność obca bydzie.....;').

Hehe, no dobrze, mili byli, w końcu najadłam się pyszności i czas trochę zleciał.....
Każde odwiedziny w szpitalu osoby tam leżącej są dla niej nie lada atrakcją.....
Cały dzień potem włóczyłam się z tymi trzema dziewczynami z powyższych postów, czy tego chciałam, czy nie , bo jak tylko się gdzieś szło, to one też.....
Byliśmy w kościelnej kaplicy na mszy, tym razem był młody ksieżulo, który do wszystkich mówi w jednej osobie ("Ty wiesz, że Ciebie Bóg wybiera i z Tobą chce być, więc zwróć na to uwagę, rozumiesz? Czy Ty to rozumiesz?" - i patrzy się prosto na Ciebie,a że szeregi kruche w tej kaplicy, to nie wiesz gdzie się schować! Albo co gorsza czy masz odpowiedzieć?!). Na początku oczywiście sen mnie tak morzył ,że tylko kryłam się za dziadkiem przede mną z zamkniętymi oczyma i uważałam by głowa mi nie poleciała na Marysię.....W pewnej chwili mało nie podskoczyłam na głośniejsze słowa "Otwórz uszy i serce!" niemalże przekonana, że to chodzi o moje oczy.....
Potem już mi przeszło i wysłuchałam do końca, w sumie wcale nieźle ten ksiądz gada, bo odnosi się do nas,chorych, wiele babeczek czuje się docenionych i ponoszących swój krzyż. A o to w sumie chodzi.....
Po mszy poszłyśmy na lody, potem jeszcze wymknęły z Marysią do Biedronki na przeciw szpitala w ten skwar -wszystko mi przypominało studenckie czasy, cóż, moja okolica akademikowa..... - no i znów na 'Taras party'.
Nasze dezercje to nic z tym co Maryś opowiadała,że jak leżała w innym szpitalu, to dziewczyna ponoć znikła wieczorem - na jej łóżku była tak zakotlona kołdra jakby tam spała- nikt się więc nie kapnął,a ta wróciła ponoć po 6 rano ledwo żywa i jak zaległa, to jej do 15-tj zwlec nie mogli,a miała do domu iść i się zaczęli martwić,że jak ona się tak źle czuje , to chyba nie pójdzie. Dopiero to ją trochę otrzeźwiło i zaczęła się zbierać,że nic jej naprawdę nie jest i już wstaje..... Nieźle co? ;B
Wieczorem, koło kolacji,

                                                           

                                                         (Oto ona ;)

 poszłyśmy z kubkami na darmową kawę z czekoladą z automatu, bo znów ludzie nawrzucali pieniążków,a nie mieli kubków i sobie poszli, zapewne wściekli.....
Im częściej przebywam w tym szpitalu, tym więcej meandrów poznaję, nawet już wiem jak się podłączyć do darmowego WiFi, więc funkcjonowanie tu robi się całkiem znośne,żeby nie mówić fajne.....
Byle tylko współlokatorki z pokoju nie chrapały,nie odprawiały innych cyrków nocami i nie umierały.....

2 komentarze:

  1. mmm, kolacja jak ta lala... mam nadzieję, że nie deprawowałaś księdza szlafrokiem w panterkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pod wrażeniem księdza :-D Do zobaczenia jutro!!! (przeczytałam zaległości kochana, żeby nie było, że nie ;-))

    OdpowiedzUsuń